Emmm...

' Nigdy się nie poddawaj ' ♥

Login:
Hasło:
Zarejestruj się!

Moje aktualne wpisy

Rozdział 11

-Gdzie jest Rose? – zapytałam zdenerwowana.
-Co? – zdziwił się – Nie wiem. Była tu jak wróciłem. Teraz jej nie ma?
-O Boże… - wyszeptałam i zbiegłam po schodach.


Finn pobiegł za mną. Wyciągnęłam telefon z kieszeni i wybrałam numer Rose. Po kilku sygnałach odebrała.
-Tak? – odezwał się głos w słuchawce.
-Rose?
-Tak – potwierdziła.
-Och, jak się cieszę! Nic ci nie jest? – zapytałam z nadzieją.
-Nie. Co się stało?
-Gdzie jesteś? – odpowiedziałam pytaniem na pytanie.
-Robię zakupy.
-Tam gdzie zawsze?
-Tak, ale… - nie dałam jej dokończyć, bo się rozłączyłam.
-Chodźcie – powiedziałam do dziewczyn.
-Gdzie idziecie? – zapytał Finn.
-Do Rose. Nic jej nie jest – odpowiedziałam.
-Na pewno? Pójdę z wami.
-Nie – powiedziałam stanowczo – Musimy z nią porozmawiać.
-O czym? – zapytała Finn.
-O… naszych sprawach. Mógłbyś się na coś przydać i to posprzątać – zmieniłam temat – I zamknij drzwi! – krzyknęłam wychodząc.
Szłyśmy kawałek, aż doszłyśmy do głównej części miasta. Weszłyśmy do ulubionego sklepu ciotki. Znalazłyśmy Rose wybierającą napoje. Obok niej stał Marcus. Rozmawiali.
-Hej! – zawoła Rose widząc nas i uśmiechnęła się.
Wróciła wzrokiem na półki.
-Co ty tu robisz? – spojrzałam na Marcusa.
Już otwierał usta, ale Rose go wyprzedziła.
-Wybieram sok – myślała, że to pytanie dotyczyło jej.
-Um.. – wyjąkałam zakłopotana – Musimy pogadać, Rose.
-Więc gadajmy.
-Na osobności – podkreśliłam.
-O co chodzi? – wyprostowała się i popatrzyła na mnie.
-Chodź – westchnęłam i pociągnęłam ją z dala od Marcusa. W czwórkę usiadłyśmy na ławce. Opowiedziałyśmy jej wszystko. Każda dodała coś od siebie. Na koniec powiedziałam jej o Marcusie i moim pierwszym spotkaniem z nim, a także o czekającej mnie przemianie.
-To jakieś kpiny! – krzyknęła i wstała z ławki.
-Rose! – krzyknęłam i złapałam jej rękę zatrzymując ją.
-To nie może być prawda! – krzyknęła odwracając się w moją stronę.
-Przykro mi…
Odwróciła się ponownie i wróciła do Marcusa. Wymieniłam spojrzenia z dziewczynami, wstałam i podeszłam do Rose, a one zrobiły to samo.
-Marcus? – zaczęłam.
-Tak? – zwrócił na mnie uwagę.
-Czy możesz łaskawie powiedzieć mojej ciotce kim jesteś?
-Jej chłopakiem – uśmiechnął się i objął Rose przyciągając ją do siebie.
Zarumieniła się i cicho zachichotała. Chciałam podejść i go uderzyć, ale opanowałam się głęboko oddychając.
-Chodzi mi o to, kim jesteś naprawdę, bo na pewno nie człowiekiem.
-Acha… Teraz rozumiem – powiedział.
-Za to ja nie rozumiem, ani trochę. Możesz mi to wytłumaczyć? – zapytała Rose.
-Skoro już tyle wiesz, to nie muszę się dłużej ukrywać – uśmiechnął się – Chodźmy.
-Gdzie? – zapytałam, gdy nas wymijał.
-Na spacer – powiedział z łobuzerskim uśmiechem i wyszedł ze sklepu.
Spojrzałam na dziewczyny i ruszyłam za nim, a one zrobiły to samo. Szliśmy przez miasto w ciszy, chociaż na około panował hałas i harmider. Weszliśmy do lasu.
-Będziemy tylko tak chodzić? – nie wytrzymała Margaret.
-Taak – westchnął – Masz rację. Usiądźmy – wskazał na ławkę, której wcześniej nie było.
Bardzo się zdziwiłam i zatrzymałam. Ocknęłam się, gdy zauważyłam, że wszyscy oprócz mnie podchodzą do ławki i zrobiłam to samo. Rose, Elizabeth i ja usiadłyśmy. Marcus stał naprzeciwko nas, a Margaret nie mogła usiedzieć w miejscu i wciąż chodziła w tą, i z powrotem obok ławki.
-Teraz jej powiesz? – zapytałam ze zniecierpliwieniem.
Marcus skinął powoli głową i przyklęknął przed ciotką.
-Kochana Rose – zaczął, zamykając jej dłoń w swoich rękach.
-Nie dobrze mi się robi – powiedziała z obrzydzeniem Elizabeth.
Marcus zgromił ją wzrokiem, ale ta nic sobie z tego nie robiła. Powrócił wzrokiem do Rose i spojrzał na nią spokojnie.
-Niestety – westchnął – Nie możemy być razem.
-Co? Ale dlaczego? – zapytała z bólem w głosie.
-Bo ja…
-Wykrztuś to w końcu – ponaglała Margaret.
Zignorował ją.
-Jestem wilkołakiem – cały czas patrzył w jej oczy, a ona w jego.
-Ale to mnie nie obchodzi! Chcę z tobą być! – krzyknęła Rose.
Nagle zrozumiałam, dlaczego ciotka gada takie głupoty. Wstałam i pchnęłam niczego nieświadomego Marcusa. W porę zareagował i podtrzymał się jedną ręką, nie upadając, ale to nie miało teraz znaczenia. Zerwałam ich połączenie wzrokowe. Ewidentnie ją zauroczył. Tego pierwszego dnia pewnie też, dlatego się w nim zakochała. A raczej myślała, że to zrobiła. Ukucnęłam przed Rose, chwyciłam ją za ramiona i lekko potrząsnęłam.
-Słyszysz mnie? – zapytałam – Rose!
-Co? Tak… - odpowiedziała zdezorientowana – Co się dzieje? – rozejrzała się.
-Wszystko w porządku? – zapytałam.
-Głowa mnie boli – podniosła rękę do czoła.
Wzrokiem napotkała Marcusa wstającego z ziemi. Nie był w najlepszym nastroju. Dało się zauważyć, że nie był zadowolony z tego co zrobiłam.
-On… - wyszeptała Rose wstając z ławki – On jest wilkołakiem… - powiedziała cofając się o kilka kroków.
-No w końcu – westchnęła Margaret stojąc już w jednym miejscu.
Znowu wszyscy ją zignorowali.
-Tak, dlatego musimy już iść – powiedziałam biorąc Rose za rękę.
Odwróciłyśmy się i poszłyśmy przed siebie. W czwórkę wracałyśmy do domu nie oglądając się za siebie. Ciotka wyglądała, jakby nadal była w transie. Patrzyła przed siebie, w jeden punkt i intensywnie o czymś myślała. Chyba nadal nie mogła w to wszystko uwierzyć.
-Rose… - zaczęłam.
-Tak? – otrząsnęła się momentalnie i spojrzała na mnie.
-Jest coś jeszcze, co musimy ci powiedzieć.
-Słucham? – nie byłam do końca pewna, czy chciała tego słuchać, bo nadal miała lekko przestraszoną minę.
-Chodzi o nasz odm – powiedziałam powoli obserwując jej reakcję.
Ewidentnie była zdziwiona. Czyżby spodziewała się czegoś gorszego?
-Jak to? Co się z nim stało? – zapytała.
-Jakby to powiedzieć… Był w nim nieproszony gość – powiedziałam niepewnie.
-To znaczy?
-Emm… - nie wiedziałam jak to opisać – Wszystko się tam walało. Kompletny chaos…
-Złodziej? – zaproponowała.
-Wątpię. Nic nie skradziono. – zapewniłam.
-Więc kto to mógł zrobić? – zapytała zdenerwowana Rose.
-Wampiry – odpowiedział znajomy głos.
Wszystkie cztery odwróciłyśmy się w tym samym czasie. Ujrzałyśmy Marcusa, który stał teraz przed nami z rękami w kieszeniach. Przysłuchiwał się całej rozmowie?
-Co tu robisz? – zapytałam gniewnie.
-Staram się wam pomóc.
-Niby w czym? – nie dowierzałam.
-W odnalezieniu winowajcy.
Spojrzałam na niego pytająco.
-Odpowiedzialnego za szkody w waszym domu – dodał.
-Czemu chcesz nam pomóc? – zapytałam.
-Chcę, abyś w końcu uwierzyła, że nie jestem twoim wrogiem. Żebyś podarowała mi swoje zaufanie.
-Podarowała? – zdziwiłam się.
-Tak.
-Zaufania się nie dostaje. Na zaufanie się zasługuje.
-A zasłużę na nie, jeśli powiem wam coś więcej?
-To znaczy?
-O tym co się stało w waszym domu.
-Skąd możesz wiedzieć co tam się wydarzyło? – zapytałam.
-To zawsze wygląda tak samo. Wampiry robią to każdemu człowiekowi oczekującemu na przemianę.
-Po co? – zaskoczył mnie.
-Chcą pokazać jacy są wielcy, silni i wspaniali – powiedział ironicznie – Uważają, że są najlepsi… - kipiał za złości.
-Nieważne – przerwałam mu – Musimy już iść.
-Pójdę z wami.
-Nie – zaprze czytała stanowczo – Dość już namieszałeś.
-Ja?
-Tak, ty – odwróciłam się, a Rose z dziewczynami zrobiła to samo i odeszłyśmy.
-To na pewno najlepszy pomysł? – zapytała Elizabeth, gdy wyszłyśmy z lasu.
-O czym mówisz? – spytałam.
-O rozkazywaniu wilkołakowi.
-Spokojnie. Nie może mi nic zrobić i wam też nie – zapewniłam.
-To na pewno dobry pomysł? – zapytała znowu, gdy zbliżałyśmy się do drzwi.
-Już ci mówiłam, że…
-Nie o to mi chodzi – przerwała mi.
-A o co? – zapytałam.
-Czy to najlepszy pomysł, żeby tam wejść?
Westchnęłam, nacisnęłam klamkę, a drzwi otworzyły się, jak zawsze, za skrzypnięciem.
-O Boże – wyszeptała Rose – Co tu się stało? – zapytała przekraczając próg.
-Też chciałabym wiedzieć – odparłam.
-Gdzie jest Finn? – zapytała ciotka.
-Jak wychodziłyśmy był u siebie – odpowiedziałam.
-Był tutaj, kiedy to się stało?
-Mówił, że tak, ale słuchał muzyki przez słuchawki.
Rose weszła po schodach do pokoju Finna. Dało się usłyszeć odgłosy rozmowy, ale tylko niewyraźne słowa. Nie konkretnego. Po chwili wyszła z jego pokoju.
-I co? – zapytałam.
-Zupełnie nic nie słyszał – odpowiedziała schodząc po schodach – Jak to możliwe? – zapytała bardziej siebie, niż nas, stojąc w korytarzu.
-Może trochę tu ogarniemy? – zapytałam zrezygnowana, po chwili wpatrując się w bałagan.
-Przydałoby się – westchnęła Rose.

Zaczęłyśmy sprzątać i po pewnym czasie wszystko wróciło do normy i wyglądało tak, jak przedtem. Po wykonanej pracy w czwórkę położyłyśmy się na kanapie w salonie, nie odzywając się, a odpoczywając.
-Jemy obiad? – zapytała Rose po chwili.
-Taak! – krzyknęłyśmy w trójkę, podrywając się z kanapy i poszyłyśmy do kuchni.
Postanowiłyśmy przygotować spaghetti.
-Finn! – zawołałam go, kiedy skończyłyśmy – Obiad!
Po chwili usłyszałyśmy znajome dudnienie na schodach.
-Mmm! – rozmarzył się chłopak wchodząc do kuchni i zajmując jedno z krzeseł.
Teraz już wszyscy siedzieliśmy przy stole i jedliśmy obiad. Gdy zjadłam, odchyliłam się na krześle, założyłam ręce na brzuch i postanowiłam poczekać, aż wszyscy zjedzą. Finn skończył przede mną, ale od razu pognał na górę. Nagle usłyszałam dzwonek do drzwi.
-Pójdę otworzyć – powiedziałam, zważając na to, że reszta kończyła jeszcze swoje porcje.
Wstałam od stołu i przeszłam do korytarza. Otworzyłam drzwi.
-Jassy? – odparłam zdziwiona.
Tagi: .
06.02.2012 o godz. 13:29
Komentuj post użytkownika (maksymalnie 1024 znaki)

PaGula
23.03.2012, 17:46
PaGula napisał(a):
Ciekawe:)
Zapraszam do mnie:)

something
17.02.2012, 22:05
something napisał(a):
rewelacyjne! czekam na nn!

Sweetgirl-lookatme
7.02.2012, 19:46
Sweetgirl-lookatme napisał(a):
świetny jak zawsze ;]

VampireLove
6.02.2012, 19:33
VampireLove napisał(a):
Super. Czekam na kolejny rozdział. ; ]