Emmm...

' Nigdy się nie poddawaj ' ♥

Login:
Hasło:
Zarejestruj się!

...

Wiem, że było już tak. Że przestawałam pisać. Teraz niestety też tak jest. Ale mam inny powód. Zupełnie nie związany z komentarzami, bo wiem, że są osoby, które to nadal czytają. "To", czyli moje beznadziejną książkę.
Tak - książkę. To nie jest opowiadanie, gdzie pomysły mogą przychodzić Ci cały czas, gdzie czytając czujesz się jakbyś oglądał/a niekończący się serial. Nie mam nic przeciwko opowiadaniom, wręcz je uwielbiam. Chcę po prostu żebyście mnie zrozumieli.
Książka wymaga fabuły. Żeby zacząć ją pisać musisz mieć wszystko obmyślone, a potem po prostu zacząć pisać.
Ja tak miałam.
Lecz teraz się zmieniłam i mam inny pogląd na świat.
Wiele się nie różni, ale jednak.
Mam wątpliwości, co do mojego pisania.
Mam wrażenie, że nie piszę już tak jak wcześniej.
Jeśli chodzi o "teraz", to przerywam pisanie. Mam nadzieję, że jeżeli jeszcze tutaj wrócę, ktoś tu jeszcze będzie. Że nie wszyscy mnie opuszczą, bo zdaję sobie sprawę, że dużo osób pomyśli "Skoro już nie pisze i nie dodaje nic nowego, to po co ją obserwować? Po co mieć w znajomych?"
Obiecuję Wam, że kiedyś tu wrócę.
Nie wiem ile "to" potrwa, ale wrócę.
Nadal będę czytać Wasze opowiadania. Nie mam zamiaru Was nigdy zostawić <3
Mam zamiar skupić się na moim drugim blogu. Nie ma tam żadnego opowiadania, ale robię to co kocham. Jeśli jest ktoś chętny, to zapraszam: xonedierctionx.bloblo.pl
Nie pozostało mi nic innego, jak się pożegnać :)
Więc do następnej notki :)
Dziękuję bardzo tym, którzy przeczytali do końca :)
Kocham Was wszystkich :*
Dziękuję za wszystko i wszystkim, bardzo mi pomogliście :)
Pozdrawiam,
just-love-me
Tagi: ...
22.02.2012 o godz. 17:52
Słuchajcie, nie będzie mnie tutaj dość długo. :(
Wyjeżdżam na ferie i prawdopodobnie wrócę 18 lutego.
Będę tu zaglądać, ale raczej nie będę dodawać kolejnych rozdziałów.
Postaram się, ale nie obiecuję.
Kocham Was :*
Do następnej <3
just-love-me

Tagi: .
08.02.2012 o godz. 20:52
-Gdzie jest Rose? – zapytałam zdenerwowana.
-Co? – zdziwił się – Nie wiem. Była tu jak wróciłem. Teraz jej nie ma?
-O Boże… - wyszeptałam i zbiegłam po schodach.


Finn pobiegł za mną. Wyciągnęłam telefon z kieszeni i wybrałam numer Rose. Po kilku sygnałach odebrała.
-Tak? – odezwał się głos w słuchawce.
-Rose?
-Tak – potwierdziła.
-Och, jak się cieszę! Nic ci nie jest? – zapytałam z nadzieją.
-Nie. Co się stało?
-Gdzie jesteś? – odpowiedziałam pytaniem na pytanie.
-Robię zakupy.
-Tam gdzie zawsze?
-Tak, ale… - nie dałam jej dokończyć, bo się rozłączyłam.
-Chodźcie – powiedziałam do dziewczyn.
-Gdzie idziecie? – zapytał Finn.
-Do Rose. Nic jej nie jest – odpowiedziałam.
-Na pewno? Pójdę z wami.
-Nie – powiedziałam stanowczo – Musimy z nią porozmawiać.
-O czym? – zapytała Finn.
-O… naszych sprawach. Mógłbyś się na coś przydać i to posprzątać – zmieniłam temat – I zamknij drzwi! – krzyknęłam wychodząc.
Szłyśmy kawałek, aż doszłyśmy do głównej części miasta. Weszłyśmy do ulubionego sklepu ciotki. Znalazłyśmy Rose wybierającą napoje. Obok niej stał Marcus. Rozmawiali.
-Hej! – zawoła Rose widząc nas i uśmiechnęła się.
Wróciła wzrokiem na półki.
-Co ty tu robisz? – spojrzałam na Marcusa.
Już otwierał usta, ale Rose go wyprzedziła.
-Wybieram sok – myślała, że to pytanie dotyczyło jej.
-Um.. – wyjąkałam zakłopotana – Musimy pogadać, Rose.
-Więc gadajmy.
-Na osobności – podkreśliłam.
-O co chodzi? – wyprostowała się i popatrzyła na mnie.
-Chodź – westchnęłam i pociągnęłam ją z dala od Marcusa. W czwórkę usiadłyśmy na ławce. Opowiedziałyśmy jej wszystko. Każda dodała coś od siebie. Na koniec powiedziałam jej o Marcusie i moim pierwszym spotkaniem z nim, a także o czekającej mnie przemianie.
-To jakieś kpiny! – krzyknęła i wstała z ławki.
-Rose! – krzyknęłam i złapałam jej rękę zatrzymując ją.
-To nie może być prawda! – krzyknęła odwracając się w moją stronę.
-Przykro mi…
Odwróciła się ponownie i wróciła do Marcusa. Wymieniłam spojrzenia z dziewczynami, wstałam i podeszłam do Rose, a one zrobiły to samo.
-Marcus? – zaczęłam.
-Tak? – zwrócił na mnie uwagę.
-Czy możesz łaskawie powiedzieć mojej ciotce kim jesteś?
-Jej chłopakiem – uśmiechnął się i objął Rose przyciągając ją do siebie.
Zarumieniła się i cicho zachichotała. Chciałam podejść i go uderzyć, ale opanowałam się głęboko oddychając.
-Chodzi mi o to, kim jesteś naprawdę, bo na pewno nie człowiekiem.
-Acha… Teraz rozumiem – powiedział.
-Za to ja nie rozumiem, ani trochę. Możesz mi to wytłumaczyć? – zapytała Rose.
-Skoro już tyle wiesz, to nie muszę się dłużej ukrywać – uśmiechnął się – Chodźmy.
-Gdzie? – zapytałam, gdy nas wymijał.
-Na spacer – powiedział z łobuzerskim uśmiechem i wyszedł ze sklepu.
Spojrzałam na dziewczyny i ruszyłam za nim, a one zrobiły to samo. Szliśmy przez miasto w ciszy, chociaż na około panował hałas i harmider. Weszliśmy do lasu.
-Będziemy tylko tak chodzić? – nie wytrzymała Margaret.
-Taak – westchnął – Masz rację. Usiądźmy – wskazał na ławkę, której wcześniej nie było.
Bardzo się zdziwiłam i zatrzymałam. Ocknęłam się, gdy zauważyłam, że wszyscy oprócz mnie podchodzą do ławki i zrobiłam to samo. Rose, Elizabeth i ja usiadłyśmy. Marcus stał naprzeciwko nas, a Margaret nie mogła usiedzieć w miejscu i wciąż chodziła w tą, i z powrotem obok ławki.
-Teraz jej powiesz? – zapytałam ze zniecierpliwieniem.
Marcus skinął powoli głową i przyklęknął przed ciotką.
-Kochana Rose – zaczął, zamykając jej dłoń w swoich rękach.
-Nie dobrze mi się robi – powiedziała z obrzydzeniem Elizabeth.
Marcus zgromił ją wzrokiem, ale ta nic sobie z tego nie robiła. Powrócił wzrokiem do Rose i spojrzał na nią spokojnie.
-Niestety – westchnął – Nie możemy być razem.
-Co? Ale dlaczego? – zapytała z bólem w głosie.
-Bo ja…
-Wykrztuś to w końcu – ponaglała Margaret.
Zignorował ją.
-Jestem wilkołakiem – cały czas patrzył w jej oczy, a ona w jego.
-Ale to mnie nie obchodzi! Chcę z tobą być! – krzyknęła Rose.
Nagle zrozumiałam, dlaczego ciotka gada takie głupoty. Wstałam i pchnęłam niczego nieświadomego Marcusa. W porę zareagował i podtrzymał się jedną ręką, nie upadając, ale to nie miało teraz znaczenia. Zerwałam ich połączenie wzrokowe. Ewidentnie ją zauroczył. Tego pierwszego dnia pewnie też, dlatego się w nim zakochała. A raczej myślała, że to zrobiła. Ukucnęłam przed Rose, chwyciłam ją za ramiona i lekko potrząsnęłam.
-Słyszysz mnie? – zapytałam – Rose!
-Co? Tak… - odpowiedziała zdezorientowana – Co się dzieje? – rozejrzała się.
-Wszystko w porządku? – zapytałam.
-Głowa mnie boli – podniosła rękę do czoła.
Wzrokiem napotkała Marcusa wstającego z ziemi. Nie był w najlepszym nastroju. Dało się zauważyć, że nie był zadowolony z tego co zrobiłam.
-On… - wyszeptała Rose wstając z ławki – On jest wilkołakiem… - powiedziała cofając się o kilka kroków.
-No w końcu – westchnęła Margaret stojąc już w jednym miejscu.
Znowu wszyscy ją zignorowali.
-Tak, dlatego musimy już iść – powiedziałam biorąc Rose za rękę.
Odwróciłyśmy się i poszłyśmy przed siebie. W czwórkę wracałyśmy do domu nie oglądając się za siebie. Ciotka wyglądała, jakby nadal była w transie. Patrzyła przed siebie, w jeden punkt i intensywnie o czymś myślała. Chyba nadal nie mogła w to wszystko uwierzyć.
-Rose… - zaczęłam.
-Tak? – otrząsnęła się momentalnie i spojrzała na mnie.
-Jest coś jeszcze, co musimy ci powiedzieć.
-Słucham? – nie byłam do końca pewna, czy chciała tego słuchać, bo nadal miała lekko przestraszoną minę.
-Chodzi o nasz odm – powiedziałam powoli obserwując jej reakcję.
Ewidentnie była zdziwiona. Czyżby spodziewała się czegoś gorszego?
-Jak to? Co się z nim stało? – zapytała.
-Jakby to powiedzieć… Był w nim nieproszony gość – powiedziałam niepewnie.
-To znaczy?
-Emm… - nie wiedziałam jak to opisać – Wszystko się tam walało. Kompletny chaos…
-Złodziej? – zaproponowała.
-Wątpię. Nic nie skradziono. – zapewniłam.
-Więc kto to mógł zrobić? – zapytała zdenerwowana Rose.
-Wampiry – odpowiedział znajomy głos.
Wszystkie cztery odwróciłyśmy się w tym samym czasie. Ujrzałyśmy Marcusa, który stał teraz przed nami z rękami w kieszeniach. Przysłuchiwał się całej rozmowie?
-Co tu robisz? – zapytałam gniewnie.
-Staram się wam pomóc.
-Niby w czym? – nie dowierzałam.
-W odnalezieniu winowajcy.
Spojrzałam na niego pytająco.
-Odpowiedzialnego za szkody w waszym domu – dodał.
-Czemu chcesz nam pomóc? – zapytałam.
-Chcę, abyś w końcu uwierzyła, że nie jestem twoim wrogiem. Żebyś podarowała mi swoje zaufanie.
-Podarowała? – zdziwiłam się.
-Tak.
-Zaufania się nie dostaje. Na zaufanie się zasługuje.
-A zasłużę na nie, jeśli powiem wam coś więcej?
-To znaczy?
-O tym co się stało w waszym domu.
-Skąd możesz wiedzieć co tam się wydarzyło? – zapytałam.
-To zawsze wygląda tak samo. Wampiry robią to każdemu człowiekowi oczekującemu na przemianę.
-Po co? – zaskoczył mnie.
-Chcą pokazać jacy są wielcy, silni i wspaniali – powiedział ironicznie – Uważają, że są najlepsi… - kipiał za złości.
-Nieważne – przerwałam mu – Musimy już iść.
-Pójdę z wami.
-Nie – zaprze czytała stanowczo – Dość już namieszałeś.
-Ja?
-Tak, ty – odwróciłam się, a Rose z dziewczynami zrobiła to samo i odeszłyśmy.
-To na pewno najlepszy pomysł? – zapytała Elizabeth, gdy wyszłyśmy z lasu.
-O czym mówisz? – spytałam.
-O rozkazywaniu wilkołakowi.
-Spokojnie. Nie może mi nic zrobić i wam też nie – zapewniłam.
-To na pewno dobry pomysł? – zapytała znowu, gdy zbliżałyśmy się do drzwi.
-Już ci mówiłam, że…
-Nie o to mi chodzi – przerwała mi.
-A o co? – zapytałam.
-Czy to najlepszy pomysł, żeby tam wejść?
Westchnęłam, nacisnęłam klamkę, a drzwi otworzyły się, jak zawsze, za skrzypnięciem.
-O Boże – wyszeptała Rose – Co tu się stało? – zapytała przekraczając próg.
-Też chciałabym wiedzieć – odparłam.
-Gdzie jest Finn? – zapytała ciotka.
-Jak wychodziłyśmy był u siebie – odpowiedziałam.
-Był tutaj, kiedy to się stało?
-Mówił, że tak, ale słuchał muzyki przez słuchawki.
Rose weszła po schodach do pokoju Finna. Dało się usłyszeć odgłosy rozmowy, ale tylko niewyraźne słowa. Nie konkretnego. Po chwili wyszła z jego pokoju.
-I co? – zapytałam.
-Zupełnie nic nie słyszał – odpowiedziała schodząc po schodach – Jak to możliwe? – zapytała bardziej siebie, niż nas, stojąc w korytarzu.
-Może trochę tu ogarniemy? – zapytałam zrezygnowana, po chwili wpatrując się w bałagan.
-Przydałoby się – westchnęła Rose.

Zaczęłyśmy sprzątać i po pewnym czasie wszystko wróciło do normy i wyglądało tak, jak przedtem. Po wykonanej pracy w czwórkę położyłyśmy się na kanapie w salonie, nie odzywając się, a odpoczywając.
-Jemy obiad? – zapytała Rose po chwili.
-Taak! – krzyknęłyśmy w trójkę, podrywając się z kanapy i poszyłyśmy do kuchni.
Postanowiłyśmy przygotować spaghetti.
-Finn! – zawołałam go, kiedy skończyłyśmy – Obiad!
Po chwili usłyszałyśmy znajome dudnienie na schodach.
-Mmm! – rozmarzył się chłopak wchodząc do kuchni i zajmując jedno z krzeseł.
Teraz już wszyscy siedzieliśmy przy stole i jedliśmy obiad. Gdy zjadłam, odchyliłam się na krześle, założyłam ręce na brzuch i postanowiłam poczekać, aż wszyscy zjedzą. Finn skończył przede mną, ale od razu pognał na górę. Nagle usłyszałam dzwonek do drzwi.
-Pójdę otworzyć – powiedziałam, zważając na to, że reszta kończyła jeszcze swoje porcje.
Wstałam od stołu i przeszłam do korytarza. Otworzyłam drzwi.
-Jassy? – odparłam zdziwiona.
Tagi: .
06.02.2012 o godz. 13:29
Nagle wszystko zaczęło układać się w mojej głowie.
-Zaraz wracam – oznajmiła Elizabeth i oddaliła się, bo ktoś ją wołał.
Kiedy była na tyle daleko, żeby nie móc usłyszeć naszej rozmowy, Oliver stał się poważny.


-Jestem tu, żeby cię stąd zabrać – powiedział i pokazał mi wizytówkę.
Teraz byłam już pewna, że to on jest czarnoksiężnikiem, o którym mówił Victor.
-Następny… - westchnęłam.
-O co ci chodzi?
Wzięłam od niego kartkę, rzuciłam ją na ziemię i przydeptałam butem.
-Nie chcę od was żadnych wizytówek, jasne?
-Tak – powiedział, ale nie przekonał mnie – Kto już u ciebie był?
-Marcus i Victor.
Przeklął pod nosem.
-Zawsze dowiadujemy się o wszystkim ostatni – westchnął.
-Nie obchodzi mnie to, a ze stanowiskiem chłopaka Elizabeth możesz się pożegnać, bo o wszystkim jej powiem.
-To nawet lepiej.
-Czemu?
-Bo byłem z nią tylko dlatego, że musiałem dotrzeć do ciebie. Miałaś być na imprezie u Victora.
-Z tego co wywnioskowałam, nie lubicie siebie nawzajem. Czemu więc chodzicie razem na imprezy?
-To prawda, ale nie możemy wchodzić sobie w drogę podczas wykonywania zadania, bo zawarliśmy pakt.
-Jaki pakt?
-Pakt pokoju.
-To znaczy?
-To znaczy, że nie możemy nikogo zmusić do wybrania naszego życia. To musi być dobrowolna decyzja. Nie możemy też przeszkadzać sobie nawzajem, bo każdy, jeśli chce, ma szansę do przekonania człowieka oczekującego na przemianę. Musimy o was walczyć, oczywiście w przenośni, bo teraz jest takich ludzi o wiele mniej, niż na przykład sto lat temu.
Nadal nie mogłam w to wszystko uwierzyć.
-Przemyśl to –powiedział i uśmiechnął się do Elizabeth, która właśnie wracała.
-O czym rozmawiacie? – zapytała.
Oliver już otwierał usta, ale byłam szybsza.
-O magii. Oliver nie chce powiedzieć mi jak to robi – uśmiechnęłam się – Mówił też, że niestety musi już iść.
Popatrzyłam na niego z udawanym smutkiem. Po chwili zrozumiał.
-Tak, muszę załatwić coś na mieście – powiedział.
-Szkoda… Zobaczymy się później? – zapytała Elizabeth.
-Na pewno – odpowiedział z uśmiechem i spojrzał na mnie – Do zobaczenia.
Obejrzał się za siebie i odszedł.
-Widzisz? Nawet nie dał mi buziaka na pożegnanie – zbulwersowała się Elizabeth.
-Jak coś ci powiem, to odechce ci się go całować – powiedziałam i pociągnęłam ją za ramię.
Usiadłyśmy na ławce. Opowiedziałam jej wszystko ze szczegółami. Popatrzyła na mnie z szeroko otwartymi oczami.
-Co? Jak to możliwe?
-Też się nad tym zastanawiam.
-Nie mogę w to uwierzyć… W to, że dałam się tak łatwo nabrać! Jak mogłam niczego nie podejrzewać? Teraz to wydaje się takie oczywiste!
-Ale to jeszcze nie koniec…
-Właśnie, jeszcze jakiś człowiek, prawda?
-Tak – westchnęłam – Najgorsze jest to, że może być nim każdy.
-No, nawet on – powiedziała i spojrzała przed siebie.
Zrobiłam to samo i poczułam się jak w filmie. Zwolnione tempo, przystojny chłopak, idący w moją stronę. Patrzył tylko na mnie i uśmiechał się. Miał czarne, krótko obcięte włosy. Czułam, jakby ta chwila trwała wiecznie.
-To ja się zmywam – powiedziała Elizabeth wyrywając mnie z rozmyśleń.
Chłopak przyspieszył i znalazł się przede mną, a Elizabeth już nie było.
-Cześć – uśmiechnął się szerzej – Wiesz może jak dojść do klasy pani Krish?
Zaniemówiłam. Nigdy nie słyszałam takiego pięknego, płynnego głosu. Szybko się otrząsnęłam. Nie chciałam, żeby uznał mnie za wariatkę.
-Cześć – także się uśmiechnęłam – Tak, też mam tam teraz lekcję. Mogę ci pokazać.
-Ok. Tak w ogóle jestem Jassy – podał mi dłoń.
-Nathalie – uśmiechnęłam się i uścisnęłam jego rękę.
Weszliśmy do szkoły w milczeniu. Nikt nie odzywał się też. Gdy pokonywaliśmy korytarz. Chciałam coś powiedzieć, zacząć z nim rozmawiać o czymkolwiek, ale jednocześnie nie chciałam palnąć jakiegoś głupstwa. Miałam wrażenie, że on myśli tak samo.
-Więc chodzimy do jednej klasy – raczej potwierdził, niż zapytał, kiedy dotarliśmy pod klasę.
-Tak – mimo wszystko odpowiedziałam z uśmiechem.
Jassy tylko skinął głową. Przyszła nauczycielka i otwierając drzwi ponaglała uczniów do szybkiego wchodzenia do klasy. Usiadłam pod oknem obok Margaret, a Jassy w środkowym rzędzie. Była luźna lekcja, więc mogłyśmy spokojnie porozmawiać. Jej też wszystko opowiedziałam. Na początku nie chciała w to uwierzyć, ale w końcu ją przekonałam. Powiedziała, że po tej lekcji od razu zerwie z Victorem. Nie mogła uwierzyć, że dała się tak perfidnie wykorzystać. Miałyśmy sporo tematów do obgadania, ale powiedziałam, że muszę pomyśleć. Nie miała nic przeciwko, bo wiedziała, że w mojej głowie dużo się teraz dzieje i muszę to spróbować jakoś poukładać. Podparłam głowę ręką i wpatrzyłam się w jeden punkt.
Przestać się na niego gapić! – skarciłam się w myślach.
Nie mogę… On jest taki… sama nie wiem jaki. Po prostu ma w sobie to coś, co mnie do niego przyciąga. Nie mogłam oderwać od niego wzroku. A co jeśli nie jest zwykłym chłopakiem? Co jeśli to on jest człowiekiem, który dostał zadanie przekonania mnie? Ale mam zakochać się, a potem kilka dni później umrzeć? To kompletnie bez sensu. Chyba, że oni zrobili to specjalnie…
Oni? A kto to są w ogóle oni? Tego nie wiem, ale musi być jakieś wyjście z tej sytuacji. Nie chcę być potworem. Nigdy!
Muszę z nim porozmawiać i dowiedzieć się czy to on. Zanim powiem mu: „Cześć, jestem Nathalie. Za sześć dni umrę lub zostanę potworem.” Muszę z nim porozmawiać. Chcę. Nie mogę stracić takiej szansy. Nie wybaczyłabym sobie, jeśli bym ją straciła. Jego straciła. Miałabym wyrzuty sumienia. Nawet jeśli mam umrzeć lub stać się potworem.
Ostatnie słowo odbiło się echem w mojej głowie. Z rozmyśleń wyrwał mnie dzwonek na przerwę.
-Idę zadzwonić – zakomunikowała Margaret.
-Ok. – powiedziałam.
Spakowałam książki z powrotem do torby, założyłam ją na ramię i wyszłam z klasy. Na progu wpadłam na plecy jakiegoś chłopaka, którego nie zauważyłam.
-Przepraszam – powiedziałam i cofnęłam się o kilka kroków.
Chłopak odwrócił się i zobaczyłam, że to Jassy.
-Nic się nie stało – uśmiechnął się.
Zrobiłam to samo.
-Ja… - zaczęliśmy oboje w tym samym momencie.
-Ty pierwsza – zachęcił.
-Nie, ty pierwszy – nalegałam.
Westchnął.
-Chciałem o coś zapytać.
-Słucham – zachęciłam z uśmiechem.
-Może… Co robisz dzisiaj po południu? Może moglibyśmy się spotkać?
Zaskoczył mnie tym pytaniem.
-Zobaczę co da się zrobić – powiedziałam najpoważniej, jak umiałam, ale nie wytrzymałam i wybuchłam śmiechem.
Jassy miał przestraszoną minę, ale teraz już także się uśmiechał. Zauważyłam w jego oczach nutę zakłopotania.
-Żartowałam – zapewniam – Mam dzisiaj czas – uśmiechnęłam się – Do zobaczenia.
-Tak..Do zobaczenia!
Odwróciłam się i odeszłam. Nagle przypomniało mi się, że nie mam jego numeru, a on mojego. Nie wie gdzie mieszkam. Odwróciłam się, ale już go nie było. Uśmiech zszedł mi z twarzy. Wszystko stracone. Pewnie go odstraszyłam. Co strzeliło mi do głowy, żeby to zrobić? Nie mogłam się po prostu od razu zgodzić, uśmiechnąć, dać numer telefonu i odejść? Westchnęłam i odeszłam. Odszukałam dziewczyny i dowiedziałam się, że Margaret zerwała z Victorem, ale Elizabeth nie chciała obić tego Oliverowi. Razem ją namówiłyśmy i z niechęcią zrobiła to samo. Opowiedziałam im o Jassym. Pocieszały mnie, ale to nie pomagało. Chyba mi na nim zależy…
-Powiesz Rose? – zapytała Margaret.
-Powinnam –westchnęłam.
-Możemy zrobić to razem jeśli chcesz. Będzie ci raźniej – zaproponowała Elizabeth.
-Tak, dzięki, ale nadal mam wątpliwości – zaniepokoiłam się.
-Musimy chociaż spróbować – zachęciła Margaret.
-Tak, musimy jej o tym powiedzieć. Chyba nie chcesz, żeby spotykała się z wilkołakiem? – zapytała Elizabeth.
-Nie. Oczywiści, że nie – zapewniłam – A co z Jassym?
Obydwie westchnęły.
-A on na pewno jest człowiekiem? – zapytała Elizabeth.
-Tak – odpowiedziałam szybko.
Chyba tak – dopowiedziałam w myślach. Dziewczyny zauważyły, że zrzedła mi mina.
-Co jest? – zapytała Margaret.
-Nic, nic – odpowiedziałam i posłałam jej wymuszony uśmiech.
-Wszystko się ułoży, zobaczysz – przytuliła mnie Elizabeth.
Margaret zrobiła to samo i przez chwilę tkwiłyśmy w uścisku. Do końca wszystkich lekcji nie widziałam Jassy ‘ego. Po skończonych lekcjach spotkałam się z dziewczynami przed szkołą.
-Idziemy do Rose? – zapytałam.
Dziewczyny skinęły głowami. Wracałyśmy tą samą drogą, którą wybrałam rano. O tej porze było tam więcej ludzi.
-Jak ja mam jej to powiedzieć? – zapytałam bezradnie.
-Raczej jak my mamy jej to powiedzieć – poprawiła Margaret.
-Prosto z mostu – zaproponowała Elizabeth.
Margaret parsknęła śmiechem.
-Tak. To na pewno pomoże i sprawi, że wybiegnie z domu z krzykiem.
Wszystkie trzy westchnęłyśmy.
-Nie no, nie możemy tak tego zostawić – powiedziałam po długiej ciszy – Musimy powiedzieć jej wszystko. Od samego początku, a nie coś takiego jak „Twój chłopak jest wilkołakiem i był z tobą, żeby dotrzeć do mnie, i przekonać, żebym stała się taka jak on, więc musisz z nim zerwać.” To byłoby bez sensu. Wtedy bardziej prawdopodobne byłoby to, że wybiegłaby z krzykiem.
Zatrzymałyśmy się przed domem.
-Finn powinien być już w domu – powiedziałam i nacisnęłam klamkę otwierając szeroko drzwi.
To, co zobaczyłam wprawiło mnie w osłupienie. Wszystkie stałyśmy z szeroko otwartymi oczami w progu. Żadna z nas nie zrobiła ani jednego kroku. Wszystkie rzeczy, które jeszcze niedawno stały na półkach, teraz walały się po podłodze i to nie tylko w korytarzu. Przerażona przekroczyłam próg.
-Finn? – zapytałam prawie szeptem – Finn! – krzyknęłam po chwili – Rose! Finn! – wbiegłam po schodach na górę.
Odwróciłam się do balustrady, stojąc przodem do dziewczyn. Nagle ktoś gwałtownie otworzyć drzwi znajdujące się za mną i aż podskoczyłam. Odwróciłam się i zobaczyłam Finna. Podbiegłam do niego i mocno uściskałam.
-Nic ci nie jest? – zapytałam.
-Nie. C… - odwrócił wzrok i spojrzał na dół – Co tu się stało?!
-Mnie się pytasz? To ty byłeś w domu!
-Wróciłem pół godziny temu i wszystko było w porządku. Miałem słuchawki w uszach, więc pewnie dlatego nic nie słyszałem – podrapał się po głowie.
-Ale kto mógł to zrobić – zapytałam.
-Nie mam pojęcia – odpowiedział.
Odetchnęłam głęboko kilka razy. Nagle o czymś sobie przypomniałam.
-Gdzie jest Rose? – zapytałam zdenerwowana.
-Co? – zdziwił się – Nie wiem. Była tu jak wróciłem. Teraz jej nie ma?
-O Boże… - wyszeptałam i zbiegłam po schodach.

_________________________
Dziękuję Wam !
Jest 10. Mam nadzieję, że się podoba. :)
Dziękuję za komentarze. :*
Staram się pisać bardzo długie, ale to zajmuję sporo czasu.
Napiszcie proszę, czy wolicie, żebym dodawała krótsze, ale częściej, czy dłuższe co jakiś tam czas? Na przykład trzy czy cztery dni.
Mam dużo nauki :(, więc nie wiem jak będzie z następnym rozdziałem, ale postaram się go dodać jak najszybciej.
Napiszcie, czy ma być długi, czy krótszy.
Proszę, to dla mnie ważne, bo dla Was piszę to opowiadanie.
Już nie przynudzam i dziękuję za przeczytanie. <3
Zapraszam do komentowania. ;)

just-love-me

Tagi: .
02.02.2012 o godz. 22:37
Ten rozdział pokazuje na czym opierać się będzie fabuła. :) Zapraszam.


Zanim to przeczytacie, chciałabym się z Wami przywitać. :) Mam nadzieję, że nie gniewacie się, że długo nie dodawałam rozdziałów. Ale wracam w długaśnym . ;D Przynajmniej tak mi się wydaje, że jest długi, ale to już sami oceńcie. Nie będę się rozpisywać, ale jeszcze raz bardzo chciałam Wam podziękować! Bo ilość odwiedzin przeszła 1000 ! Kocham Was ! <3 Dziękuję wszystkim :** I miłego czytania.:)

_________________________________________________

-Marcus… - powiedziała rozmarzonym tonem.
To imię odbiło się echem w mojej podświadomości. Potrzebowałam kilku minut, żeby wrócić do świata żywych.
-C… - wyszeptałam.
Nie mogłam z siebie nic wykrztusić. Oddychałam nienaturalnie szybko. Po chwili odzyskałam mowę.
-Co?! – tym razem krzyknęłam.


Rose wpatrywała się we mnie wielkimi brązowymi oczami.
-O co ci chodzi?
Tętno trochę mi zwolniło. Przynajmniej do tego stopnia, żeby móc udawać spokojną.
-O nic. O prostu… ma fajne imię – uśmiechnęłam się nerwowo.
Przez chwilę patrzyła na mnie podejrzanie, ale zaraz się rozluźniła.
-Nie łódź się – wzruszyła ramionami- Jest dla ciebie za stary.
-Ile ma lat?
-Trzydzieści jeden.
-Jest jakieś pięć lat starszy od ciebie.
-W miłości wiek się nie liczy.
-Miłości?
-Tak.
-Znacie się jakieś dwie godziny.
-To była miłość od pierwszego wejrzenia.
Westchnęłam nerwowo. Nadal byłam przerażona tym, że ciotka spotyka się z niebezpiecznym chłopakiem, a raczej mężczyzną. Ma w końcu trzydzieści jeden lat. W lesie wyglądał tak młodo… Odepchnęłam od siebie tą myśl. Nie mogłam pozwolić sobie na to. Byłam pewna, że spanikuję. Nagle w mojej kieszeni zaczął wibrować telefon.
-Tak?
-Nathalie? Cześć, tu Elizabeth. Masz może ochotę na… spotkanie? Wiem, że mówiłaś, że nie, ale pomyślałam, że może chcesz się rozerwać, albo…
-Jakie spotkanie? – przerwałam jej.
-Victor organizuje grilla i wszystkich zaprosił.
-Victor?
-No wiesz, chłopak Margaret.
-Tak…
-Więc jak? – zapytała z nadzieją.
-Ni mam teraz na nic ochoty, ani nastroju. Przykro mi. Bawcie się dobrze. Pa.
-Pa… - westchnęła.
Rozłączyłam się i wstałam.
-Idę do siebie.
-Już? Myślałam, że obejrzymy jakiś film…
-Muszę rano wstać. – przerwałam jej – Dobranoc.
-Dobranoc.
Poszłam na górę, od razu do łazienki. Podeszłam do umywalki i obmyłam twarz. Wyprostowałam się i mimowolnie krzyknęłam. Czułam się jak w lesie, a może nawet gorzej. Za mną stał wysoki mężczyzna, ale to nie był Marcus. Ten miał dłuższe włosy. Sięgały mu d0o końca ucha, a kolorem przypominały mleczną czekoladę. Odwróciłam się, ale nikt za mną nie stał. Usłyszałam pukanie i aż podskoczyłam.
-Kto tam? – zapytałam przerażona.
Zauważyłam otwarte okno, które wcześniej było zamknięte i powiewającą przed nim firankę.
-To ja, Finn. Wszystko w porządku?
Słysząc znajomy głos trochę się uspokoiłam.
-Tak – otworzyłam mu drzwi – zobaczyłam… pająka.
-Pewnie wszedł przez otarte okno – podszedł i je zamknął.
-Dzięki.
-Nie ma za co, tylko się pospiesz.
-Ok.
Wyszedł i zamknął za sobą drzwi. Podeszłam do lustra i westchnęłam. Pochyliłam się nad umywalką i wpatrywałam się w nią, licząc na to, że biały kolor mnie uspokoi. Przypomniałam sobie co się przed chwilą stało i szybko podniosłam wzrok. Na szczęście nikogo za mną nie było. Odetchnęłam z ulgą. Wzięłam prysznic i umyłam ręce. Wytarłam je ręcznikiem i spojrzałam w lustro. Krzyknęłabym, ale nie pozwalała mi na to ręka zaciśnięta na moich ustach. Druga natomiast uniemożliwiała jakikolwiek ruch trzymając mnie w talii. Za mną znowu stał mężczyzna. Ten sam, co piętnaście minut temu. Wpatrywałam się w jego odbicie w lustrze. Moją uwagę przykuły wielkie, niebieskie oczy. Jednak unikałam kontaktu wzrokowego. Wiedziałam, że mógłby próbować takich samych sztuczek, co Marcus.
-Lepiej będzie, jeśli nie będziesz krzyczeć – powiedział cicho i spokojnie.
Zdjął rękę z mojej twarzy. Posłuchałam go, bo byłam sparaliżowana strachem. Narastał we mnie, ale tylko dodał mi odwagi.
-Czego ode mnie chcesz? – zapytałam pogardliwie i zaczęłam się wiercić, ale jego dłoń zaciśnięta w mojej talii nie pozwalała mi się ruszyć nawet o milimetr.
-Spokojnie – wyszeptał mi do ucha – przybywam w pokoju, więc nie jestem twoim wrogiem. Jesteś taka, jak ja, dlatego do ciebie przyszedłem. Po ciebie – poprawił się i uśmiechnął łobuzersko – Chodź ze mną. Jesteśmy sobie nawzajem potrzebni.
-Tak. Już to gdzieś słyszałam – wykrztusiłam ze złością.
-Co?! – zapytał z wyraźnym niezadowoleniem.
-Zaraz dasz mi wizytówkę i powiesz „Przemyśl to”, prawda? – zapytałam z udawaną radością.
-Czyli ktoś już u ciebie był…
-Tak, Marcus.
Poczułam, że nie powinnam była tego mówić. Cały aż pozieleniał ze złości. Sięgnął d o kieszeni kurtki.
-Taką wizytówkę?
-Tak, ale imię się nie zgadza. Na tej jest napisane Victor…
Już wiedziałam skąd go znam! Margaret go opisywała.
-…Zaraz. Czy to nie ty jesteś chłopakiem Margaret?!
-We własnej osobie – wyraźnie cieszył się, że złoszczę się na niego, bo spróbował się uśmiechnąć, ale przez jego własne zdenerwowanie wyszedł mu grymas.
-Ty bydlaku! Jak mogłeś? Wykorzystałeś ją, żeby mnie dopaść?!
-W pewnym sensie… tak.
-I tak nigdzie z tobą nie pójdę – syknęłam.
M Znowu zaczęłam się wiercić, chociaż wiedziałam, że to zbyteczne.
-Twoja strata. Będzie za późno jak przyjdę inni.
-Jacy inni? – byłam zdezorientowana i przestałam się wiercić.
-Czarnoksiężnik i człowiek.
-Co?! – nie wierzyłam własnym uszom.
-Są cztery rasy, które walczą ze sobą od tysięcy lat: wilkołaki, wampiry, czarnoksiężnicy i ludzie. Przyjdą po ciebie. Jak nie dziś, to jutro.
-Po co?
-Żebyś wybrała.
-Co wybrała? – nic już nie rozumiałam.
-Kim chcesz być.
-Jak to? Chcę być człowiekiem! Jestem nim!
-I w tym problem.
-Jaki problem?
-Jeśli wybierzesz człowieka, umrzesz.
-Ale ja jestem człowiekiem! Po co miałabym wybierać? Nie muszę. I tak wybrałabym człowieka. To przecież logiczne. Nie będę nic wybierać pozostanę człowiekiem.
-To tak nie działa.
-A niby jak?
-I tak umrzesz za tydzień. Przeznaczenie daje ci prawo wyboru. Podczas najbliższej pełni po siedemnastych urodzinach, ludzie posiadający właściwy gen przechodzą przemianę. Siedem dni przed pełnią odczuwają to, co będzie towarzyszyło wam podczas przemiany, ale w bardzo małym stopniu.
-Czyli to dlatego miałam te bóle głowy? To przez to?
-Najprawdopodobniej tak.
-Co to za odpowiedni gen?
-Jest przekazywany genetycznie. Można go dostać przez rodziców, czy dziadków. Więź między takimi dziećmi, a ich rodzicami jest jeszcze silniejsza. Niż w zwykłej rodzinie.
-Czyli za tydzień jest pełnia?
-Tak.
-Wtedy jest też „Noc pełni”.
-Co to takiego?
-Impreza organizowana co miesiąc. Bardzo tam wszystko skomplikowane.
-A. No tak, zapomniałem. Zawsze co miesiąc organizowana jest impreza, żeby zagłuszyć… niektóre odgłosy.
-Jakie odgłosy? – przeraziłam się.
-Różne. Nieważne, wrócimy do tego później.
-Ale to bezsensu. Zero korzyści.
-Są korzyści. Same korzyści, jeśli tylko wybierzesz wampiryzm.
-Dlaczego? A… inni?
-W przypadku wilkołaka, bolesne przemiany, i całe życie, jeśli można to tak nazwać, spędzone w lesie. Jeśli wybrałabyś czarnoksiężnika, byłabyś więźniem króla i musiała ciągle się ukrywać. A człowiek równa się śmierć.
Głośno przełknęłam ślinę.
-Dlatego teraz pójdziesz ze mną, bo to dla ciebie najlepsze rozwiązanie.
-Nie! Nigdzie z tobą nie pójdę!
-Przemyśl to – powiedział i wsunął mi do kieszeni coś małego.
Zniknął, z firanka znowu powiewała na wietrze. Stałam przed otwartym oknem i cisnęłam jego wizytówkę na ziemię.
-W wsadźcie sobie te wszystkie wizytówki! – krzyknęłam i zacisnęłam ręce w pięści.
Wróciłam do pokoju i położyłam się na łóżku. Jeszcze chwilę temu byłam wkurzona, ale teraz jestem przerażona. Powoli docierało do mnie, co się dzieje. Długo nie mogłam zasnąć, spałam dwie, trzy godziny.
Kiedy się obudziłam była piąta trzydzieści. Akurat przed budzikiem. Wyłączyłam go, żeby nie obudził ciotki. Czułam się jeszcze gorzej, niż wczoraj. Usiadłam i zaczęłam głęboko oddychać. Wstałam i podeszłam do okna, żeby je otworzyć. Nagle w mojej głowie ukazały się obrazy z wczorajszego dnia i od razu przystanęłam. Zrezygnowałam z wpuszczenia Świerzego powietrza. Aby byś pewną, że tego nie zrobię, cofnęłam się o kilka kroków. Tętno znowu mi przyspieszyło, ale nie ze strachu, lecz bardziej ze złości, na samą myśl, że zaraz miałby wejść, wlecieć, czy w jakiś inny sposób się tu pojawić, mężczyzna, niekoniecznie żywy i wciskać mi głupie wizytówki! Krzyczałam do siebie w myślach. Postanowiłam iść do łazienki. Byłam tak zdenerwowana, że nie mogłam otworzyć drzwi. Zwinęłam ręce w pięści i starałam się uspokoić. Znów zacisnęłam dłoń na klamce. Nareszcie wyszłam na korytarz. Przeszłam obok pokoju Finna i weszłam do łazienki. Umyłam się w ogóle nie patrząc w lustro. Wróciłam do pokoju, żeby się ubrać. Później zeszłam do kuchni i wstawiłam wodę na herbatę. Przygotowałam kanapki i wróciłam do pokoju po torbę. Zeszłam z powrotem do kuchni i zalałam szklankę wrzątkiem. Nie miałam na nic ochoty. Wątpiłam, czy w ogóle uda mi się cokolwiek przełknąć. Stawiając szklankę na stole zauważyłam listę zakupów. Rose chodziła po zakupy co trzy dni. Teraz miała pretekst, żeby chodzić tam codziennie. Zaraz… Jak mogłam choć przez chwilę myśleć o Marcusie jako o czymś dobrym? Przecież to…
-Wilkołak… - wyszeptałam.
Muszę coś zrobić, żeby uchronić przed nim ciotkę. Nie pozwolę jej zranić. Spojrzałam na zegarek. Było późno, więc wyszłam z domu, żeby się nie spóźnić. Stanęłam przed nim na chwilę myśląc. Po chwili zdecydowałam, że pójdę bardziej zaludnioną drogą. Nie chciałam znowu paść ofiarą głupich wizytówek. Pomimo tego, że po obu stronach drogi stały domy, wszędzie było cicho i pustko. Przyspieszyłam kroku. Przed wejściem do szkoły spotkałam Elizabeth z jakimś blondynem. Otaczała ich grupka znajomych, którzy mieli zdziwione, podekscytowane i zachwycone wyrazy twarzy. Przecisnęłam się do przyjaciółki i odciągnęłam ją na bok, daleko od nich wszystkich.
-Kto to jest? – zapytałam wskazując na blondyna.
-Mój nowy chłopak – powiedziała z dumą.
-Jak to? Wczoraj go jeszcze nie miałaś…
-No wiem, tak jakoś wyszło…
-Jakoś?
-Poznałam go wczoraj u Victora.
Nie zdążyłam o nic więcej zapytać, bo blondyn podszedł do nas.
-Cześć, jestem Olivier – wyciągnął do mnie prawą dłoń.
-Nathalie – uścisnęłam ją.
-No powiedz jej – zachęcała go Elizabeth.
-Co? – zapytał z udawanym zdezorientowaniem.
-Przecież wiesz co. Nie bądź taki skromny. Olivier umie czarować – oznajmiła z zachwytem Elizabeth.
-Co?! Znaczy, naprawdę? – poprawiłam się szybko i spoglądałam to na nią, to na niego.
-Tak, naprawdę. Pokaż jej – zachęcała Elizabeth.
Blondyn westchnął i sięgnął rękę za plecy, a gdy wysunął ją z powrotem, trzymał w niej piękną, czerwoną różę. Była żywa, a jej intensywny zapach dotarł od razu do moich nozdrzy.
-Ha! – wyrwało mi się ciche westchnienie.
Nagle wszystko zaczęło układać się w mojej głowie.
-Zaraz wracam – oznajmiła Elizabeth i oddaliła się, bo ktoś ją wołał. Kiedy była na tyle daleko, żeby nie móc usłyszeć naszej rozmowy, Oliver stał się poważny.

____________________________________
Jeszcze raz dziękuję i mam nadzieję, że się podobał. Proszę - zostawiajcie wszystkie swoje odczucia w komentazrach. To dla mnie bardzo ważne.
Dziękuję i pozdrawiam.

just-love-me
Tagi: .
31.01.2012 o godz. 21:53
Więc jeszcze coś ;) :
Specjalnie dla Was założyłam e-mail : just-love-me@wp.pl
Jeśli macie jakieś pytanie lub coś w tym stylu śmiało piszcie. :)
Pozdrawiam <3
just-love-me
Tagi: informacja
22.01.2012 o godz. 15:00
Wróciłam, ale nie na długo. :(
Obiecuję, że już nie długo pojawi się kolejny rozdział.
Niestety nie mogę go dodać, bo nie mam zeszytu z notatkami.
Gdy tylko go odzyskam - dodam rozdział.
Obiecuję.
Będę o niego walczyć. ;)
Dziękuję Wam! :
-za komentarze ! - jest ich 54 !
-Cola^^;*, something, Justinand1D, Zuuzia i VampireLove za komentarze zostawione pod ostatnią notką. <3
-za 7 obserwujących :*
-za prawie 770 odwiedzin <33
Jesteście Kochane !
Nie wiem jak mam się Wam odwdzięczyć :*
I jeszcze jedno : Jeśli chodzi o wymuszaną ilość zostawionych komentarzy to odpuszczam ;) Wiem, że niektórzy z Was nie mogą się doczekać następnego rozdziału i będę pisać dla nich. Mam tylko nadzieję, że nie znikną zupełnie, bo to one dają mi chęci i siłę. :**
Kocham Was !
Do szybkiego ... napisania ;)
Pozdrawiam.
just-love-me

Tagi: informacja
22.01.2012 o godz. 14:05

.!

ZAWIESZAM
skoro i tak nikt nie czyta .
Nie chcę obrazić fanek Biebera, ale ...
Rozumiem, że nie piszę o nim, ale czy to powód, żeby nie czytać tego co piszę? Ja również się bardzo staram.
Nie rozumiem czemu nie komentujecie. Ja komentuje bardzo dużo, a u mnie - ?
Jeśli nie macie nic miłego do napisania - to skrytykujcie. Wezmę wszystko pod uwagę.
To jest pewnego rodzaju apel.
Zawieszę i dodam nn jeśli coś się poprawi. Dziękuję wszystkim, którzy zostawili komentarz. Rozummiem, że nie macie czasu, ale proszę. Będę sprawdzać codziennie..
just-love-me
Tagi: .
11.01.2012 o godz. 18:20
Patrzyłyśmy na nią pytająco.
-To...

-To Victor. – powiadomiła nas – Znamy się od wczoraj. Nie zdążyłam wam o tym powiedzieć. Przepraszam. Nie gniewajcie się na mnie. – uśmiechnęła się niewinnie.
Jednak to nie pomogło, bo już stałyśmy obok niej.
-Jak mogłaś? – zaczęła Elizabeth.
-My mówimy ci o wszystkim – przypomniałam jej.
-Powiedziałam, że znamy się dopiero od wczoraj. Nie zdążyłam, przepraszam.
-I tak miałaś dużo czasu. – wytknęła jej Elizabeth.
-Dobrze, dobrze. Nie kłóćmy się. – poprosiłam.
-Przepraszam…
-Lepiej powiedz jaki on jest. – uśmiechnęła się Elizabeth.
-Jest wysoki i ma niebieskie oczy, a jego czekoladowe włosy sięgają mu do końca ucha… - rozmarzyła się – jest idealny. Ma wszystko co trzeba, a jego charakter jest wyjątkowy. Nawet w snach o nim nie śniłam… - westchnęła.
-Dobrze, już starczy, bo powietrza ci zabraknie. – zażartowała Elizabeth.
Uśmiechnęłyśmy się do siebie.
-Ale teraz naprawdę muszę już iść. – powiedziała Margaret.
-Tak, ja też już pójdę. – oznajmiła Elizabeth.
-Odprowadzę was. – obiecałam.
Zeszłyśmy na dół i tam spotkałyśmy się w uścisku. Pożegnałam się z dziewczynami i zamknęłam za nimi drzwi. Poszłam do salonu i zastałam tam Rose. Usiadłam obok niej na kanapie.
-Jak było na zakupach?
-Normalnie. – chciała być poważna, ale jej usta od razu uformowały szeroki uśmiech.
-Ej!
-Co?
-Ty się szczerzysz! – wytknęłam jej.
-Co, ja? Nie…
-Mów! Co się tam wydarzyło?
-Nic.
-Przecież widzę.
Westchnęła, ale zaczęła mówić i bardzo się przy tym ożywiła.
-Poznałam tam super faceta.
-Naprawdę? Powiedz o nim coś więcej.
-Jest wysoki, zabawny, inteligentny… no i ma piękne, zielone oczy. Gdy w nie patrzę czuję się jak zahipnotyzowana…
Przeszedł mnie dreszcz na samo wspomnienie tego, co się dzisiaj stało. Odegnałam od siebie tą myśl. To nie mógł by on…
-I ma takie tajemnicze imię. Jak z jakiegoś horroru…
-Jakie? – byłam teraz przerażona nie na żarty.
- (…) - powiedziała rozmarzonym tonem.
To imię odbiło się echem w mojej podświadomości. Potrzebowałam kilku minut, żeby wrócić do świata żywych.
-C… - wyszeptałam.
Nie mogłam z siebie nic wykrztusić. Oddychałam nienaturalnie szybko. Po chwili odzyskałam mowę.
-Co?! – tym razem krzyknęłam.
________________________
Jest nr 8 ;)
UWAGA !
jeśli chcecie wiedzieć co kryje się pod :(...) komentujcie !
Wiem, że krótkie, ale lubię trzymać w napięciu. xD
8 komentarzy = nn
Dziękuję juniorbieber za komentarze pod poprzednim rozdziałem :* !
komentarz = dedykacja nn ♥
Do następnej :*
Tagi: .
09.01.2012 o godz. 22:00
Przepraszam za to, że dzisiaj nic nie dodałam ;'(
Cały dzień byłam wolontariuszem na WOŚP i nie miałam czasu. ;'(
Mam nadzieję, że zrozumiecie. :*
Jutro na pewno coś dodam. <3
Baay <3
Tagi: .
08.01.2012 o godz. 21:01
Po chwili usłyszałam pukanie do drzwi. – szybkie są, nie ma co. Wstałam i otworzyłam. Za drzwiami stał...
Za drzwiami stał Finn.
-Czego chcesz? –zapytałam.
-Mogłabyś być milsza. – mruknął cytując mnie.
-O co chodzi? – westchnęłam.
-Wychodzę. Wrócę późno, więc nie czekaj na mnie z kolacją. – uśmiechnął się.
-Nie miałam zamiaru. – odwzajemniłam uśmiech.
-Tym lepiej.
-Gdzie idziesz?
-A co cię to odchodzi?
-W ogóle, ale muszę coś powiedzieć Rose.
-Sam jej powiem. Nie musisz zawracać sobie tym główki. – poklepał mnie po głowie, czochrając przy tym moje włosy.
-Ej! – krzyknęłam i kopnęłam go w łydkę.
Jęknął z bólu, ale zatrzasnęłam mu drzwi przed nosem zanim zdążył cokolwiek powiedzieć. Usiadłam za łóżku i wpatrywałam się w okno. Po chwili znowu usłyszałam pukanie.
-Spadaj, Finn!
Drzwi się otworzyły i do pokoju weszła Rose.
-To tylko ja.
-Przepraszam. Myślałam, że to mój kochany braciszek. – powiedziałam z sarkazmem.
-Idę do sklepu.
-Ok.
-Na dole czekają dziewczyny.
-Już idę. – westchnęłam.
Zeszłam z ciotką do korytarza.
-Cześć! – krzyknęły i uściskały mnie, każda z osobna.
-To ja idę. – powiedziała Rose otwierając drzwi.
-Do zobaczenia. – odpowiedziały dziewczyny.
Rose wyszła, a my poszłyśmy do salonu. Usiadłyśmy na kanapie.
-Opowiadaj. Co się stało? – zapytała Elizabeth.
Zawahałam się. Nie wiedziałam, czy nie wezmą mnie za umysłowo chorą.
-Nie wiem od czego zacząć…
-Najlepiej od początku. – zaproponowała Margaret.
Westchnęłam.
-Zacznij od momentu, kiedy wyszłaś ze szkoły.
Skupiłam się, żeby przypomnieć sobie wszystkie szczegóły.
-Kiedy wyszłam ze szkoły spotkałam Michaela. – zaczęłam – Złapał mnie, gdy oglądałam plakat o „Nocy Pełni”. Chwilę z nim gadałam i szłam dalej. Potem… - znowu się zawahałam – Wierzycie w zjawiska paranormalne..? – zapytałam powoli.
-Co? – zdziwiła się Elizabeth.
-Tak. Bo, albo jestem głupia, albo chora…
-O co ci chodzi? Co się stało? – zapytała Margaret.
-Ja… Chodzi o to, że… Nie… - wstałam – Chcecie coś do picia?
-Nie! Siadaj – Elizabeth pociągnęła mnie za rękę, zmuszając d siedzenie - i powiedz co się wydarzyło.
Westchnęłam i zaczęłam im wszystko tłumaczyć. Ich miny wyrażały na przemian strach, zdezorientowanie, niedowierzanie, niepewność. Skończyłam mówić i czekałam z zapartym tchem na jakąkolwiek reakcję. Nic jednak nie przerwało milczenia.
-Wiedziałam, że mi nie uwierzycie. – westchnęłam.
-Wierzymy. – zapewniła Margaret i spojrzała na Elizabeth – Wierzymy. – uśmiechnęła się do mnie.
-Tak, tylko kilka szczegółów jest… - zaczęłam Elizabeth – nierealnych.
-Opowiedziałam wam wszystko zgodnie z prawą. Niczego przed wami nie zataiłam, ani też nie dołożyłam niczego od siebie. Naprawdę nie kłamię.
-Wierzymy ci, ale… - zaczęła Margaret szukając wsparcia w Elizabeth, ale t tylko wpatrywała się w nią tępo – hipnotyzujące oczy? Zawrotna szybkość poruszania się? I jeszcze ta wizytówka…
-Czyli jednak mi nie wierzycie… - westchnęłam i od razu sobie o czymś przypomniałam – Mam dowód. – oznajmiłam i będąc w korytarzu wyciągnęłam kartkę z kurtki. Kiedy tylko jej dopchnęłam poczułam dreszcz przechodzący przez całe ciało. Wróciłam do salon i pokazałam ją dziewczynom. Wytrzeszczyły oczy.
-Czyli… Czuli z tą wizytówką to… to prawda? – zająknęła się Elizabeth.
-Tak. Mówiłam wam. – przypomniałam.
-No dobrze, ale czego on od ciebie chciał? – zapytała Margaret.
-Mówiłam już. Prawie nic z tego nie pamiętam. Tylko to, że przekonywał mnie, żebym z nim poszła. Był bardzo przekonywujący. Nie rozumiem tylko jednego… Czy on naprawdę myślał, że do niego zadzwonię, wręczając mi tą wizytówkę?
-Nie mam pojęcia… - wyszeptała Elizabeth.
Margaret westchnęła i związała woje długie kasztanowe loki w kucyka. W tym samym momencie usłyszałyśmy, jak ktoś majstruje w dziurce od klucza.
-Wróciłam! – tętno uspokoiło mi się dopiero, jak usłyszałam głos ciotki.
Poszła do kuchni odstawić zakupy. Spojrzałam na dziewczyny, a mój wzrok spoczął na kartce trzymanej przez Elizabeth. Przerażona wstałam i jak najszybciej wyrwałam jej wizytówkę, żeby Rose niczego nie zauważyła. Patrzyły na mnie z szeroko otwartymi oczami, ale od razu zgromiłam je wzrokiem.
-Co robicie? Spytała Rose stojąc na progu kuchni i jedząc jabłko.
-Nic. – uśmiechnęłam się do niej, a za moim przykładem poszły dziewczyny.
Kartka w kieszeni dziwnie mi ciążyła.
Drzwi znów się otworzyły lecz tym razem zamknęły z trzaskiem. Usłyszałyśmy znajome dudnienie na schodach.
-Pójdę do niego. – Rose z westchnięciem zrobiła krok do przodu.
-Nie. – zatrzymałam ją – Ja pójdę.
-…Dobrze. – zdziwiła się.
Weszłam na górę, do pokoju Finna. Cicho zapukałam.
-Nie chcę z tobą rozmawiać, Nath – usłyszałam zza drzwi.
Westchnęłam i otworzyłam drzwi.
-Skąd wiedziałeś, że to ja?
-Zawsze się o mnie martwisz, a powinno być odwrotnie, bo to ja jestem twoim starszym bratem.
-Możemy pogadać?
-Wiesz, że to nie to samo.
Usiadłam na łóżku obok niego.
-Wiem. Dla mnie to też trudne, ale musimy sobie z tym poradzić. Wiem też, że rozmowy z tobą, normalne rozmowy, były zarezerwowane dla taty, ale powiedz mi co się stało. Musimy sobie pomagać.
-Nie chcę o tym gadać.
-Jestem twoją siostrą. Obiecuję, że nikomu nie powiem.
-Nie o to chodzi. Po prostu nie mam ochoty. – cały czas uciekał wzrokiem w bok.
Ujęłam jego twarz w obie dłonie, tym samym zmuszając go do popatrzenia mi w oczy.
-Możesz powiedzieć mi wszystko. – zapewniłam.
-Ja… - w końcu się przełamał – Zerwałem z Monicą.
-Dlaczego? – byłam zaskoczona.
Byli ze sobą prawie rok.
-Zdradziła mnie. – powiedział gniewnie.
-Z kim? – byłam w jeszcze większym szoku.
-Z Jacobem – powiedział z pogardą w głosie.
Nie sądziłam, że jego najlepszy kumpel będzie zdolny do czegoś takiego.
-Zrobiłeś mu coś? – zapytałam podejrzliwie.
Zawsze miał wybuchowy charakter.
-Rozwaliłem mu nos. Tylko nie mów nic ciotce. – spojrzał mi w oczy.
-Jasne, że nie powiem. Jestem z ciebie dumna. – uśmiechnęłam się i przytuliłam go.
-Ale to nie wszystko, prawda? – zapytałam, kiedy wypuściłam go z objęć – Jeszcze coś cię gryzie.
Było to widać po jego minie.
-Tak. – westchnął – ale tego nie muszę ci opowiadać. Sama dobrze wiesz co czuję.
-Och… Tak, mi też ich brakuje – uścisnęłam jego dłoń, żeby dodać mu otuchy.
Wstałam i otworzyłam drzwi. Zanim je zamknęłam uśmiechnęłam się do niego smutno. Zeszłam na dół, do kuchni. Wszystkie trzy siedziały przy stole i jadły kanapki.
-Głodna? – zapytała Rose między kolejnymi kęsami.
-Jak wilk. – uśmiechnęłam się do nich i usiadałam obok.
***
-Pyszne. – westchnęłam po posiłku.
-Mhm.. – mruknęła Elizabeth z rozmarzeniem.
-Idziemy do mnie? – spytałam dziewczyn.
-Pewnie .– odpowiedziała Margaret.
-Poczekaj. – zatrzymała nas Rose – A co z Finnem?
-Obiecałam, że nie powiem, że nie zdradzę szczegółów, ale rozstał się z Monicą.
-Och. – westchnęła ciotka – Jednak dobrze, że ty tam poszłaś.
-Tak…
Poszłyśmy do mojego pokoju i usiadłyśmy na łóżku.
-I co my z tym zrobimy? - wyciągnęłam wizytówkę z kieszeni.
-Nie wiem… - szepnęła Margaret.
-Chyba nie chcesz do niego zadzwonić? – zapytała Elizabeth podejrzliwe.
-Nie. Nie, no co ty? Tylko się martwię. Co jeśli wróci?
Zapadło długie milczenie. Po chwili zadzwonił telefon i wszystkie sprawdziłyśmy czyj.
-To mój. – oznajmiła Margaret – Hej!... Jestem z dziewczynami… U Nathalie… A czemu pytasz?... Tak, pewnie… Ok, zaraz będę… Pa.
Patrzyłyśmy na nią pytająco.
-To...
___________________________________
Tak ! Udało się ! Mamy jeszcze dzisiaj nr 7 !
To dzięki Wam !
selenka-gomez-plus-osiamnascie dziękuję za komatarze ;* Wszystkie ;)
Uwielbiam Cię !
7 komentarzy = nn

Komentować, komentować, komentować ! Zapraszam ! <333
Wszystkich ! ;>
Kocham .. :*
Tagi: .
07.01.2012 o godz. 20:36
Nathalie Petersoon - zwykła 17-latka. Ma brata - Finna. Jeśli chodzi o rodzinę, oprócz niego ma tylko ciotkę Rose. Jej rodzice zaginęli. Jej matka niedługo po porodzie Nathalie, a ojciec gdy miała 10 lat. Nikt nie wiedział co się z nimi stało. Nie znaleziono ciał. Do czasu...
Jej dwie najlepsze przyjaciółki to Margaret i Elizabeth. Chodzi do szkoły, pomaga ciotce w domu. Nagle jej życie wywróci się o 180 stopni.
Margaret Dieen - ma 17 lat, ma siostrę i bardzo dużą rodzinę. Jej największą pasją jest muzyka. Jest najlepszą przyjaciółką Nathalie i Elizabeth. Są bardzo zżyte. Nie ma chłopaka.
Elizabeth Merston - ma 17 lat, nie ma rodzeństwa. Chodzi do jednej klasy z Nathalie i Margaret. Są przyjaciółkami i są nierozłączne. Interesuje się modą. Ona także jest wolna.
Finn Petersoon - ma 19 lat, chodzi do liceum, kształci się na informatyka. Bardzo tęskni za rodzicami, chociaż nie daje po sobie tego poznać. Ma dziewczynę - Monicę - na pierwszy rzut oka porządną dziewczynę.
Rose Velham - ma 36 lat, z wykształcenia jest prawnikiem, ale ma wolne godziny pracy. Zaopiekowała się Nathalie i Finnem po zniknięciu ich rodziców. Ma do nich dobre podejście. Nie ma nikogo.
_________________________
Dzięki sugestii selenka-gomez-plus-osiemnascie
dodałam bohaterów. ;D
Celowo nie ma ich wszystkich, ponieważ chcę, żebyście miały niespodziankę, więc na razie nic nie zdradzę. ;)
Dziękuję jeszcze raz i postaram się dodać następny rozdział jeszcze dzisiaj, ale nie wiem czy się wyrobię ;\
Kocham ! :*
Tagi: .
07.01.2012 o godz. 19:40
Włożyłam rękę do kieszeni, aby wyjąć tajemnicze coś. Była to...
Była to kartka, a dokładniej wizytówka. Wielkimi literami było na niej napisane imię : MARCUS oraz numer telefonu. Z jeszcze większym strachem podniosłam wzrok i wpatrywałam się w śnieżkę, którą prawdopodobnie odszedł, a raczej odleciał.
Kiedy wróciłam do rzeczywistości, co trwało kilka minut, poczułam chłód i strach. Pobiegłam w stronę domu jak mogłam najszybciej. Nie miałam najlepszej kondycji, więc po kilkuset metrach musiałam się zatrzymać, żeby złapać oddech. Ugięłam kolana i kładąc na nich dłonie zaczęłam głęboko oddychać. Po chwili poczułam czyjąś dłoń na ramieniu i aż podskoczyłam.
-Hej. – przywitał mnie Finn promienistym uśmiechem.
Trzymałam się za klatkę piersiową, bo myślałam, że zaraz wyskoczy mi serce.
-Wszystko ok? – zaniepokoił się.
-Tak. – Wykrztusiłam pomiędzy kolejnymi głębokimi oddechami. Dodatkowo pokiwałam głową, bo wydawało mi się, że mówię bardzo cicho.
-Co ty tu robisz? – zapytałam, kiedy doszłam do siebie.
-Kiedy nauczycielka dowiedziała się, że poszłaś sama, kazała mi cię znaleźć i odprowadzić bezpiecznie do domku – zatrzepotał rzęsami.
-Ha, ha,. Ha. Bardzo śmieszne. – nie dość, że odzyskałam oddech, to jeszcze było mnie stać na sarkazm.
-No wiem. – roześmiał się.
-Nie potrzebuję opiekunki! – starałam się przekrzyczeć jego śmiech.
-A ja nią nie jestem – nagle spoważniał.
Westchnęłam i zaczęłam iść powoli w stronę domu. Przy nim czułam się bezpieczna, ale mimo to obawiałam się, że zaraz tajemniczy chłopak wyskoczy z krzaków. Nie bałam się o siebie, ale, mimo wszystko, o Finna. Nie chciałam, żeby coś mu się stało, żeby ktoś go skrzywdził.
-Idziesz? – zatrzymałam się.
-Gdzie?
-Do domu. Chyba, że chcesz wracać na lekcje.
-Nie, nie. Idziemy. – wyprzedził mnie.
Uśmiechnęłam się pod nosem, ruszając za nim; po prostu trzeba wiedzieć co powiedzieć.
-A co z matmą? – zapytałam po chwili.
-Nic.
-Jak to? Już cię to nie obchodzi?
-Nie o to chodzi. Matematyczka musiała zobaczyć, że mi zależy i tyle. A dzięki tobie mam czas na naukę.
-Wiedziałam, że się nie uczyłeś. – westchnęłam.
-Tak. To było do przewidzenia.
-No.
Słuchałam odgłosów natury. Pewnie gdybym znów usłyszała łamiące się gałązki, od razu puściłabym się biegiem.
-Czemu biegłaś? – zapytał po chwili milczenia.
-Chciałam być jak najszybciej w domu – odpowiedziałam szybko, żeby nie dać po sobie niczego poznać.
Nie chciałam mu nic mówić, bo uznałby mnie za wariatkę. Przynajmniej na razie.
-Nie rozumiem bab. – westchnął.
-Ej! – uszczypnęłam go w bok.
Oddał mi, ale dwa razy mocniej i znowu zaczął się śmiać. Gdy doszliśmy do domu nadal trzymałam się za biodro. Przed drzwiami zaczęłam szperać w kieszeniach. Kiedy znalazłam kartkę, mimowolnie zadrżałam. Niestety nie było tam nic innego.
-Masz klucze? – zapytałam.
-A ty nie? – zdziwił się.
-Musiałam zgubić podczas biegu… - modliłam się, żeby tajemniczy chłopak ich nie znalazł.
Nie chciałam już nigdy go zobaczyć.
Westchnął, sięgając do kieszeni i otworzył drzwi. Weszliśmy do środka.
-Cześć, Rose! – zawołał w progu.
-Cze… - zaczęła, wchodząc do korytarza – A co wy tu robicie?
-To jej zasługa. – uśmiechnął się, wskazując na mnie i popędził na górę.
-O co mu chodzi? Co się stało?
-Nic. Źle się czułam i odesłali mnie do domu, a Finn miał mnie odprowadzić – wytłumaczyłam.
-I tak po prostu puścili cię do domu?
Z westchnięciem wyciągnęłam zwolnienie z plecaka. Wiedziałam, że samymi słowami jej nie przekonam.
-Teraz mi wierzysz? – zapytałam.
-No pewnie. Ale teraz już lepiej? – zapytała z troską łapiąc moją twarz w obie dłonie.
-Tak, lepiej. – zapewniłam, ściągając jej ręce – Idę do siebie.
-Jesteś głodna? 0 zapytała, zatrzymując mnie.
-Nie, dzięki. – Poszłam na górę do swojego pokoju, a Rose westchnęła i wróciła do kuchni.
Walnęłam plecak w kąt i położyłam się na łóżku. Zaczęłam myśleć o Marcusie, ale od razu odepchnęłam os siebie tę myśl. Nagle rozległ się dźwięk telefonu. Sięgnęłam po niego i odebrałam.
~Rozmowa~
-Nathalie? – zapytała niepewnie Elizabeth.
-Cześć.
-Hej. Jak się czujesz?
-W porządku.
-I nic więcej mi nie powiesz?
-A co mam ci powiedzieć?
-Jak ci minął dzień?
-Oj, lepiej nie pytać. – westchnęłam, ale od razu skarciłam się w myślach.
-Co się stało?
-Nic. – miałam nadzieję, że sobie odpuści.
-Musiało się coś stać. Zaraz do ciebie wpadnę i porozmawiamy.
-Ale… - zaczęłam.
-Nie zaczynaj. Już do ciebie jadę i zabieram ze sobą Margaret.
~Koniec Rozmowy~
Chciałam coś powiedzieć, ale się rozłączyła. Znowu padłam na łóżko. Po chwili usłyszałam pukanie do drzwi. – szybki są, nie ma co. Wstałam i otworzyłam. Za drzwiami stał...
____________________
Jest 6 !
Tak jak napisałam - kolejny jest jeszcze dziś :)
Więc baardzo dziękuję selenka-gomez-plus-osiemnascie, juniorbieber i VampireLove !
Dziękuję za wsparcie !
Podnosimy poprzeczkę ;) :
6 komentarzy = nn
Jesteście wspaniałe, więc na pewno sobie z tym poradzicie. :*
Pamiętajcie : im szybciej będą komentarze, tym szybciej będzie kolejny rozdział ;]
I jeszcze raz dziękuję za te 9 komentarzy pod poprzednim rozdziałem !
Kocham Was <3
Tagi: .
07.01.2012 o godz. 18:17
Odwróciłam się, aby iść dalej, ale zamiast tego stanęłam jak wryta. Coś tarasowało mi drogę. Tym czymś był wysoki mężczyzna...
Serce podskoczyło mi do gardła. Nie mogłam z siebie nic wykrztusić. Dopiero teraz zwróciłam uwagę na to, że wstrzymałam oddech. Gdy odzyskałam nad nim kontrolę, głośno wypuściłam powietrze z płuc. Mężczyzna nie poruszył się nawet o milimetr. Zdawało się, że nic nie mogło go ruszyć. Jakby był posągiem. Zdradzały go tylko krótko obcięte włosy powiewające na wietrze. Był ode mnie przynajmniej o głowę wyższy, więc musiałam podnieść wzrok ku górze, aby spojrzeć mu w twarz.
Moją uwagę przykuły jedynie wielkie oczy o bardzo intensywnym, zielonym kolorze. Nie mogłam oderwać od nich wzroku. Normalnie bym uciekła, ale coś mnie tam trzymało i nie chciało puścić. Stałam jak zahipnotyzowana. Nie mogłam się ruszyć. Mój oddech zwolnił tempa i wrócił do normy. Czułam się dziwnie bezpieczna.
-Chodź ze mną. – powiedział zachęcającym, niskim barytonem.
Wziął mnie za rękę i zrobił krok do tyłu, a ja mimowolnie zrobiłam krok w jego kierunku, jak zauroczona. Robiąc kolejny krok potknęłam się o kamień i nagle coś we mnie drgnęło.
Nieznajomy złapał mnie zanim uderzyłam o ziemię. Kiedy odzyskałam równowagę, przypomniałam sobie o jego obecności i od razu poczułam strach. Tym razem unikałam kontaktu wzrokowego. Wiedziałam, że to jego oczy wprowadzały mnie w ten dziwny stan. Zahipnotyzowały. Cofnęłam się o kilka kroków.
-Poczekaj. – znowu usłyszałam jego głos tak, jakby szeptał mi do ucha, a nie mówił do mnie z odległości kilku metrów.
Strach stanął mi w gardle.
-Jesteś jedną z nas. Przy mnie będziesz bezpieczna. Chodź. Zaprowadzę cię w miejsce, gdzie będziesz czuła się wspaniale. Nie musisz się bać. Nic ci nie zrobię. Wręcz przeciwnie. Chcę ci pomóc. – przekonywał.
Odzyskałam głos.
-Kim jesteś? – wykrztusiłam.
-Twoim przyjacielem. – uśmiechnął się przyjaźnie.
-Nie… - zaczęłam – Nie jesteś nim.
Nie wiem jak, ale znalazł się tuż przede mną w ułamek sekundy.
-Przemyśl to. Nie będzie tak łatwo, kiedy przyjdzie reszta. – włożył mi coś do kieszeni kurtki.
-Jaka reszta? – zapytałam ze zdławionym gardłem, ale już go nie było.
Poruszał się w zawrotnej szybkości. Włożyłam rękę do kieszeni, aby wyjąć tajemnicze coś. Była to...
_______________________________
I mamy 5 !
Dzięki Wam :*
Przepraszam, że krótkie, ale chciałam trochę potrzymać w napięciu. ;D
Dziękuję : something i VampireLove
Kocham Was ! <3
Jeśli się bardzo postaracie, a wiem, że Was na to stać, jeszcze dzisiaj dodam kolejny rozdział, ale.. :
5 komentarzy = nn

P.S.Każdy kto skomentuje notkę, będzie wymieniony w następnej < 333 Więc zapraszam do komentowania ! ;)
Tagi: .
07.01.2012 o godz. 14:25
Mam wrażenie, że nie podoba Wam się to co piszę ...
Jeśli mam rację napiszcie lub wyprowadźcie mnie z błędu ...
Nadal brakuje komentarzy do nn, a wiem, że jeśli chcecie, to potraficie. ;)
Więc do roboty !
Proszę napiszcie chociaż teraz, tu ! - swoje opinie na temat mojego bloga.
Moje opowiadanie jest prawie w pełni napisane z bardzo dużym wyprzedzeniem, niż jest tutaj opublikowane.
Zamieściłam je tylko dlatego, żeby poznać Wasze opinie.
Nie zawiedźcie mnie, proszę.
Do... napisania.
< Mam nadzieję, bo jeśli ta notka nic nie wskóra - usunę tego bloga .. bo to nie będzie miało wtedy sensu ..>
Tagi: !
06.01.2012 o godz. 20:23

Dziękuję selenka-gomez-plus-osiemnascie,
VampireLove,
someday,
something !
<33333 :*
Baaaaardzo !
Dziękuję za wszystkie komentarze ♥
Wprowadzę mały szantażyk ; D
4 komentarze = nn ♥
Kocham ! :*
Tagi: .
05.01.2012 o godz. 22:04
Przepraszm !
Za co?
Że dzisiaj nic nie dodam, chociaż siedzę na bloblo od dwóch godzin ...
Dlaczego?
Jestem wykończona ...
Dopadło mnie lenistwo ...
Mam zamiar do końca dnia nic nie robić i opychać się budyniem.
Za co jeszcze raz przepraszam.
Wybaczcie mi ...
Baa-aa-aay ...
Tagi: .
05.01.2012 o godz. 18:32
Odciągnął mnie daleko od nich, trzymając za łokieć...
-Czego chcesz? – zapytał, cały czas zerkając w stronę kumpli.
-Mógłbyś być milszy. – mruknęłam.
-Dalej, bo nie mam czasu – pospieszył mnie.
-Mam zwolnienie i masz wrócić za mną do domu. – przytknęłam mu kartkę pod nos.
Skrzywił się, odchylając do tyłu i wziął ją ode mnie.
-Zwolnienie? To co ci się stało? Wyglądasz na zdrową.
-Jestem zdrowa. Źle się poczułam, a ty masz ze mną wrócić do domu. – powtórzyłam.
-Nie mogę. Musiałaś wybrać akurat ten dzień?
-Nie wybierałam go! – prawie krzyknęłam.
-Ale dzisiaj mam poprawę z matmy i nie mogę tego zawalić.
-Ty i matma? Dziwne. Od kiedy się uczysz?
-Nie żartuj sobie. Wiesz, że muszę to zaliczyć. Bez matmy się nie obejdzie.
Westchnęłam.
-Dobra, pójdę sama.
-Tylko jak będziesz przechodzić przez las, to uważaj na złego wilka, czerwony kapturku. – zażartował, zakładając mi na głowę kaptur. Dopiero teraz przypomniała mi się, że mam na sobie czerwoną bluzę.
Pokręciłam tylko głową, ale on cały się śmiał. Co jak co, ale mój brat nigdy nie był dobry w wymyślaniu żartów, które śmieszyłyby kogoś innego niż on sam. Co dziwniejsze, jego kumple uważali, że jest najśmieszniejszą osobą na świecie. Przypuszczam, że nie śmiali się z nim, tylko z niego.
-Do zobaczenia w domu. – pożegnałam się odchodząc w stronę drzwi.
Finn nie przestawał się śmiać, a ja nie mogłam tego pojąć. Wyszłam ze szkoły kierując się w stronę lasu. Przechodząc ulicą zauważyłam plakat na słupie, a potem te same plakaty porozwieszane wszędzie. Podeszłam do jednego, czytając jego treść. Tytuł głosił ~Noc pełni~. Impreza miała się odbyć dokładnie za 7 dni, w niedzielę. Gdzieś widziałam tą datę… W gabinecie pielęgniarki! To ten dzień miała zaznaczony w kalendarzu. Ale dlaczego? Czyżby się tam wybierała? Możliwe… Ale…
-Hej! – aż podskoczyłam.
Odwróciłam się i zobaczyłam tam Michaela – przyjaciela od dziecka.
-Heej… - odpowiedziałam zaskoczona..
-Wybierasz się? – zapytał mijając mnie.
Oparł się o słup. Nie wiedziałam o co mu chodzi. Widząc moje zdezorientowanie wskazał na plakat.
-E… Nie wiem jeszcze.
-Będzie fajnie. Jeszcze lepiej niż w zeszłym roku… - zachęcał mnie.
-Nie byłam w zeszłym roku.
-Nie? To co robiłaś? Przecież to impreza roku. Co miesiąc są takie same tylko co roku zmienia się dekoracje, menu… Musisz przyjść! Bez ciebie to nigdy nie jest to samo.
-Ja… nie pamiętam. – odpowiedziałam wymijająco – Muszę już iść. Do zobaczenia. – poszłam przed siebie.
-A ty nie do szkoły?
-Nie, jestem zwolniona.
-Co się stało?
-Nic. Źle się poczułam, ale już przeszło. Na razie! – odwróciłam się, żeby nie zadawał więcej pytań.
-Na… razie. – odpowiedział zdezorientowany i poszedł w swoją stronę.
Weszłam do lasu, rozmyślając. Michael niechcący przypomniał mi co robiłam w zeszłym roku. Wtedy także była rocznica… śmierci… moich rodziców… Przechodziłam wtedy trudny okres. Dopiero niedawno się z tym pogodziłam. Każde wspomnienie bolało. Mojej mamy – Isabelli; nie pamiętam w ogóle. Nie zachowały się też żadne zdjęcia. Jedyne co mi po niej pozostało, to wisiorek z okrągłą, otwieraną lecz pustą zawieszką. Mimowolnie, na to wspomnienie, dotknęłam jej przez bluzkę. Zawsze ją nosiłam. Taty – Richarda także nie ma na żadnym zdjęciu. Zawsze byłam tylko ja, Finn i ciotka Rose. Mimo, że nie pamiętałam ich wyglądu, charakteru, że nie mogę patrzeć ze łzami w oczach na ich zdjęcia, prawdopodobnie tęsknie za nimi tysiąc razy bardziej niż normalna osoba. Przeciętny dzieciak po śmierci rodziców, których nie znał poradziłby sobie z tym w przeciągu maksymalnie kilku lat. To, co przeżywałam trwało kilkanaście. Bez Finna, Rose, moich przyjaciółek… nie poradziłabym sobie z tym. Dzięki nim zaczęłam, nie zapominać, bo to nierealne, ale zajmować się czymś innym, żeby nie myśleć o tym przez cały czas. Bałam się, jak przeżyję dzisiejszy dzień. Dołuje mnie to, że nie mogę nawet pomodlić się przy ich grobie. Dlatego, że go nie ma! To strasznie denerwujące. Prawie każdy może w rocznicę śmierci bliskiej osoby iść na cmentarz i pomodlić się. Ja nie mogę tego zrobić. Niestety. Nikt nie wiedział jak zginęli, dlatego też przez długi czas ich szukałam. Cały czas miałam nadzieję, że żyją. Nigdy nie przybliżyłam się choćby o milimetr do jakiegokolwiek rozwiązania. Z rozmyśleń wyrwał mnie odgłos łamanej gałązki. Wiedziałam, że to nie ja, że to musiał być ktoś inny. Nie przerywałam jednak marszu. Coraz więcej suchych gałązek wlatywało pod buty nieznajomej osoby. Zebrałam w sobie resztki odwagi i odwróciłam się lecz nikogo za mną nie było. Musiałam się przesłyszeć. Oddech wracał mi do normy. Odwróciłam się, aby iść dalej, ale zamiast tego stanęłam jak wryta. Coś tarasowało mi drogę. Tym czymś był wysoki mężczyzna...
________________________________
To znowu ja xD
Dzisiaj ogl. odpały i zwała. ;P
Ale nie o tym. - Jeszcze raz Wam baaaaaardzo z całego serca dziękuję ! Za wszystko !
Każdemu kto to przeczytał chciałabym podziękować z osobna, ale nie każdy kto to przeczyta komentuje i nie wiem nawet ile osób przeczytało to co piszę, więc dziękuję WSZYSTKIM .!
Kocham Was .! Bez Was ten blog by nie istniał. <3 A dzięki motywacji VampireLove to opowiadanie powstało za co dziękuję :*
Nie będę się dłużej rozpisywać i kończę.
Baay <3
Postaram się jak najszybciej dodać nn <3

Tagi: .
04.01.2012 o godz. 20:54
I właśnie wtedy...
I właśnie wtedy zapadła ciemność, a ból w końcu zelżał.
Obudziłam się w pokoju z białymi ścianami. Pierwsze co zobaczyłam, to sufit. Zorientowałam się, że to gabinet pielęgniarki po odgłosach kłótni Elizabeth z panią Johnson i kolorze ścian. Pielęgniarka starała się uspokoić Elizabeth. Byłam półprzytomna, ale słyszałam o czym rozmawiały.
-Jak mam być spokojna, skoro moja przyjaciółka leży tu nieprzytomna?!
-Już przytomna. – oznajmiła spokojnie pielęgniarka patrząc z moją stronę. Podczas ich kłótni starałam się otworzyć oczy i pomimo ciężkich powiek, w końcu mi się udało.
-Co? – zapytała Elizabeth zbita z pantałyku.
Także się od mnie odwróciła.
-Nathalie! – krzyknęła uradowana – Strasznie się o ciebie martwiłam. Boli cię coś jeszcze? Może ci w czymś pomóc?
-Nie, dziękuję. Wszystko w porządku.
-Na pewno?
-Tak, na pewno.
-Nathalie potrzebuje teraz odpoczynku. Powinnaś wracać na lekcję. – powiedziała pielęgniarka.
Elizabeth niechętnie wyszła.
-Jesteś w stanie odpowiedzieć na kilka pytań? – zwróciła się do mnie, przysuwając krzesło i siadając obok.
Dopiero teraz uświadomiłam sobie, że leżę na łóżku.
-Tak…
-Opowiedz mi… Co się tam wydarzyło?
-Ja… Nie pamiętam…
-Musisz coś pamiętać. Przypomnij sobie.
-Ale ja naprawdę… - zamyśliłam się – bardzo bolała mnie… głowa.
-Coś jeszcze?
-…Tak. Miałam mdłości… Mój umysł… dziwnie przekształcał dźwięki…
Dostrzegłam, że przez ułamek sekundy pani Johnson pobladła na twarzy, ale żeby nie dać po sobie niczego poznać bardzo szybko wróciła do swojego zwykłego, miłego wyrazu twarzy. Zastanowiła się.
-Pewnie mało zjadłaś i podjęłaś duży wysiłek. To się zdarza. Nie przejmuj się. – uśmiechnęła się, ale wyszedł jej grymas – A czy… Czułaś coś bardzo podobnego rano, zaraz gdy wstałaś?
-E… Tak…
-A wcześniej? – przerwała mi.
-Nie.
Była teraz bardziej skupiona. Odwróciła głowę i spojrzała na ścianę. Poszłam za jej przykładem i napotkałam kalendarz z jednym zaznaczonym wyraźnie dniem. Dokładnie za tydzień.
-Czy coś się stało? – zaniepokoiłam się.
-Nie, nie. – szybko odwróciła wzrok, lecz jej oczy wyrażały coś innego – Ale teraz jest już lepiej, prawda?
-Tak… Bolało mnie trzy razy, ale od razu szybko przechodziło. Tylko teraz trwało dłużej.
-Spokojnie. To na pewno szybko minie. – starała się mnie uspokoić, ale sama nie mogła tego zrobić.
Wstała i podeszła do swojego biurka, aby niczego po sobie nie zdradzać. Wzięła leżącą tam białą kartkę i podała mi ją. Usiadłam na łóżku i zaczęłam czytać. Było to zwolnienie z reszty zajęć.
-Zanieś to nauczycielce i wracaj prosto do domu.
-Dobrze… Dziękuję. – wstałam powoli, licząc na to, że ból znowu się pojawi, ale nic nie poczułam.
Podeszłam z ulgą do drzwi
-Do widzenia. – powiedziałam przed zatrzaśnięciem drzwi.
Dosłyszałam odpowiedź, ale pani Johnson od razu po wręczeniu mi kartki zajęła się wybieraniem numeru. Kiedy wychodziłam zaczynała już rozmawiać. Zastanawiało mnie to, dlaczego tak zareagowała. Na pierwszy rzut oka mogłoby się wydawać, że troszczy się o mnie, ale musi chodzić o coś więcej. Weszłam do klasy i przywitałam się podając nauczycielce zwolnienie.
-Nie powinnaś sama wracać. Poproś… - zaczęła pani Rightmont.
-Mnie! – wyrwała się Elizabeth.
Nauczycielka zgromiła ją wzrokiem, a ta usiadła i popatrzyła na nią przepraszającym wzrokiem.
-…swojego brata. Powinien być już w szkole. – dokończyła pani Rightmont.
-Dobrze. – zgodziłam się zrezygnowana.
Stanowczo wolałam towarzystwo Elizabeth. Wyszłam i poszłam piętro wyżej. Finn zaczynał godzinę później niż ja, więc teraz stał z kumplami na korytarzu. Podeszłam do niego.
-Finn?
Wcześniej nie zwrócił na mnie uwagi.
-Zaraz wracam. – zapewnił kolegów.
Odciągnął mnie daleko od nich, trzymając za łokieć...
____________________________
Hej :D
Na początku chciałam baardzo podziękować something i VampireLove za wsparcie oraz pozytywne i motywujące komentarze. ;)
A przy okazji zapraszam na Ich blogi, są zajeee <3
Kocham ! :*
Przepraszam, że tak późno, ale przepisywanie tego na kompa trochę zajmuje .. ;/
No ale jest kolejny rozdział i cieszę się, że udało mi się go dzisiaj przepisać do końca. :)
Proszę, wyrażajcie swoje opinie, to dla mnie bardzo ważne.
Dziękuję. Baay <3


Tagi: .
03.01.2012 o godz. 20:49
Przy drzwiach spotkałam...
Prz drzwiach spotkałam Elizabeth i Margaret, moje dwie najlepsze przyjaciółki.
-Cześć! – zawołały równocześnie, kiedy mnie zobaczyły. Także się z nimi przywitałam.
-To jak? Co robimy dzisiaj? Planujemy jakąś imprezę? – dopytywała się Elizabeth.
-O. Dobry pomysł. Tylko gdzie…? – podchwyciła Margaret.
-U mnie! – zaoferowała Elizabeth.
-Świetnie! O której przyjdziesz, Nathalie?
-W ogóle – powiedziałam i minęłam je obie.
-Ja… jak to? – jąkała się Margaret.
-Po prostu. Nie jestem w nastroju.
-Czemu? Co się stało? – zapytała Elizabeth z troską w głosie.
-Nic.
-Jak to nic? Musiało się coś stać – nalegała Elizabeth.
-Stało się, ale dawno temu.
-Co? Co się stało dawno temu? –dopytywała się Margaret.
-Dokładnie siedem lat temu zmarł mój tata, a siedemnaście – mama. Mam zamiar przesiedzieć cały dzień w domu, zamiast psuć nastrój na imprezie. Dzisiaj jest rocznica ich śmierci, a ja nie mogę iść na ich grób, bo nie znaleziono ciał. Wybaczcie, ale nie pojawię się na waszej imprezie. Do tego wszystkiego okropnie się czuję.
Zapadła chwila ciszy.
-Przepraszam. Zapomniałam – wyznała Margaret, patrząc na mnie błagalnie.
-Tak, ja też. Przepraszamy – to samo zrobiła Elizabeth.
-Nic się nie stało – uśmiechnęłam się do nich przyjaźnie – Nie przypominałam wam, bo nie chciałam, abyście straciły dobry humor – znowu się uśmiechnęłam.
Rozległ się dzwonek na lekcję.
-Lepiej już chodźmy – powiedziałam.
Drogę do klasy pokonałyśmy w milczeniu. Przyszła pani Rightmont i otworzyła drzwi.
-Nie na widzę niemca – poskarżyła się Elizabeth szeptem.
Wszyscy zaczęli wchodzić, a mnie, jak na złość, znowu dopadł ten okropny ból. Żeby nie upaść przytrzymałam się ściany Miałam nadzieję, że szybko minie i nikt tego nie zauważy, ale się przeliczyłam. Nauczycielka już do mnie podchodziła.
-Co się stało? Wszystko w porządku? Nathalie? – położyła mi dłoń na ramieniu.
-Ja… moja głowa… boli… - wykrztusiłam.
Zaniepokoiła się i weszła do klasy.
-Elizabeth! Podejdź! – zawołała i wróciła do mnie.
-Co się stało? – zapytała Elizabeth podbiegając do mnie, a w jej oczach, przez niebieskie tęczówki prześwitywało przerażenie.
Czułam się jeszcze gorzej. Jakby ktoś wsadził mi bombę do głowy, a ona właśnie wybuchła. Nigdy nie czułam takiego bólu. Zadawało mi się, że rozmawiają coraz ciszej. Jakbym miała głowę pod wodą.
-Zaprowadź Nathalie do pielęgniarki – nakazała nauczycielka.
No pięknie – teraz nie słyszałam już nic. Odczytałam tylko z ruchu warg Elizabeth „Dobrze”. I właśnie wtedy...
____________________________________
Ciekawie się na razie nie robi, ale obiecuję, że będzie ;]
Komentujcie i dodawajcie swoje opinie, bo ja nie jestem obiektywna..
Dziękuję, za dotychczasowe komenty <333
Kocham ! :*
Tagi: .
02.01.2012 o godz. 20:09